🚲 Wdzydzkie wokół i Noc Muzeów
Weekendowy wypad, który udało nam się idealnie połączyć z nocą muzeów w skansenie we Wdzydzach.
Piątek
Zaraz po pracy rowery lądują na platformie i jedziemy do Wdzydz Kiszewskich, około godziny drogi od Trójmiasta. Po drodze zaczyna intensywnie padać, ale ufamy suchej prognozie na weekend.
Dwa noclegi mamy w Gościeńcu Rzemyk, znajdującym się strategicznie w samym skansenie. Pokój wygodny, miejsce na rowery w przedsionku. Niestety wszelkie jadłodajnie w okolicy zamykają się o 19, więc ostatecznie kolację jemy w Kościerzynie (to tylko 16 km, przy okazji robimy też zakupy na jutro).
Sobota
Pierwszym ważnym punktem na ten dzień jest objechanie jezior Wdzydzkiego Parku Krajobrazowego. W stanicy wodnej PTTK wchodzimy na wieżę widokową. Z małymi problemami z wejściem typu mantrap. Terminal na nim nie działa, a pół obrotu potrafi skasować bilet. Znany problem, obsługa z recepcji bez problemu wystawia kolejny bilet.
Potem rundka po samych Wdzydzach, fotka pod dużym czerwonym napisem (jest pomocny stojaczek do ustawiania telefonu) i dalej w trasę. Przejeżdżajac Czarlinę przyglądamy się trasie na niedzielę, potem pocinamy przez zielony las niedaleko jeziora. Po drodze urokliwy mostek i kładka.
Trasę poprowadziłem nie główną drogą, a bliżej jeziora. Przez to przed Wygodą było całkiem niewygodnie na głębokim piachu. Na szczęście tylko fragment. Dalej, gdy stoimy pod rowerową bramą, mija nas Bartek z pracy. Zupełnie przypadkowe spotkanie.
Dalsza jazda przez las wynagradza nas cichutką polaną nad brzegiem. Wyciągamy koc i chillujemy. Na wysokości Jonin Małych ścieżka nabrzeżna robi się już nie-rowerowa. Wracamy na główny szutr, ale do brzegu wracamy jeszcze raz, do platformy z widokim na Ostrów Mały.
W Przytarni atrakcja są dwie: remiza i kilka rzeźb oraz kolejna wieża widokowa. Widzieliśmy ją rano z tej wieży na północy. Konstrukcja w Przytarni jest darmowa, z parkingiem i niezłym zagospodarowaniem. Wyznacza też połowę naszej dzisiejszej trasy.
Jakby ktoś miał więcej sił, to tutaj można odbić i odwiedzić Skansen im. Józefa i Jadwigi Chełmowskich w Brusach-Jagle.
Trasa rowerowa między Malarami a Czarnowodzianką właśnie się buduje. Będzie nieźle, na razie przejechaliśmy trochę na dziko. W Jasnochówce obiad w fajnej lokalnej karczmie na polu kempingowym. Ruchanki z fjutem okazały się pùrclami, co jednak nic im nie odbiera w smaku.
Dalej trasa pogarsza się. Dużo przejść nad samą wodą zamkniętych jakoby teren prywatny (mam wątpliwości czy to aby zgodne z polskim prawem). Tam, gdzie szlak wyznaczony zdarzają się trudne podjazdy po korzeniach. W drugich Wdzydzach (Tucholskich) jeszcze jedna platforma widokowa, potem rzut okiem na półwysep Lipa (tutaj też można zjeść smacznie) i pedałujemy przez las.
Robi się trochę nudnawo, jedziemy kawałek asfaltem i potem znowu odbijamy w las i nad brzeg. Gołuń, spotkanie kolegi Piotra i jesteśmy z powrotem w noclegu.
Prysznic, kolacja w restauracji na parterze i ustawiamy się w kolejkę. Zaczyna się Noc Muzeum w Skansenie we Wdzydzach, czyli drugi ważny punkt soboty. Organizacyjnie wyszło trochę słabo, przewodnicy nie panowali nad grupami, ale jak się dowiedzieliśmy, ponad 1 200 osób pojawiło się tego wieczoru. Przy zapadających ciemnościach przeszliśmy przez część skansenu obserwując życie na wsi i grupy rekonstrukcyjne udające partyzantów. Polecam, przyjazd z Gdańska tylko na wieczór ciężko uzasadnić, ale jako punkt weekendowego wypadu 💯.
Niedziela
Dzień zaczynamy od drugiej wizyty w Skansenie. Tym razem za dnia, na pełnym terenie, oglądamy dokładnie wszystko. Zajmuje to jakieś 2 godziny.
Przed powrotem do domu mamy jeszcze rowerowy plan na Pętle Czarlina. Pokrywa się częściowo z sobotnią trasą, więc dla odmiany zrobimy ją w drugą stronę niż zalecana. Z trzynastu kilometrów część jest w miarę dobrą leśną ścieżką, ale część po piaszczystych drogach. My jakoś jedziemy, ale mijana rodzina na wypożyczonych rowerach bardzo się męczy. Szkoda, bo widokowo ładnie, mijały nas też zające i sarny. Jednak nie poleciłbym specjalnie tej trasy.
Pod koniec zatrzymaliśmy się na rybkę w barze U Jarosi. Jak już przyszła, to była pyszna, ale czekania było koło godziny od zamówienia. W tym czasie można pętlę Czarlina przejechać jeszcze raz w całości.
Polecam tak spędzić weekend w okolicach Wdzydz. Noc Muzeów w Skansenie była wisienką na szutrowym torcie.
064/100 of #100DaysToOffload
Tomasz Torcz
