Japonia 13: nie popływane


Oceanarium, mniejsze niż Majorka, delfiny ok, natomiast same akwaria mogłyby być większe.

Cancelnęli nam jutrzejsze pływanie i nurkowanie, przez pogodę.

Dalsze prowadzenie samochodu, włączyłem wszystkie Lane Assist, jest ok. Wieczorem już poganiałem Japończyków zamulających na światłach. Przejeżdżając skrzyżowania na wprost wizualizuję sobie, gdzie bym pojechał jakbym skręcał. To chyba też pomaga w przestawieniu na ruch lewostronny.

Skansen Ryukyu Mura, w tym pokaz tradycyjnego śpiewu i bębenka.

Zakupy i do domu na chill. Po drodze kolacja w restauracji z automatem do zamówień. Paragonik daje się kelnerowi i przynoszą. Taka trochę nowoczesność na siłę.

Kroków 10,9k, 7,6km.

055/100 of #100DaysToOffload

Japonia 12: Kobe w drodze na Okinawę


Rano pakowanie na lot (jeszcze 2 takie będą na tej wycieczce), potem do Kobe.

Kolejką linową na górę i chill w ogrodach Herb Gardens. Można pozazdrościć mieszkańcom. Jedyny zgrzyt to kawiarnio/restauracja w połowie, część kas cash-only.

Potem Portliner, kolejka na lotnisko, która jeździ na wysokości 4 piętra, wrażenie jak rollercoaster.

Jazda samochodem: pierwszy raz kierownica po prawej, pół Okinawy przejechałem. Tylko kilka razy wycieraczki zamiast kierunkow były, nigdzie nie wjechałem pod prąd.

Kroków 15,4k, 12,6km.

054/100 of #100DaysToOffload

Japonia 11: w kimono w Kyoto


Rano historyczny pociąg z Osaki, bardzo klimatyczny. Co ciekawe normalnie jeździ na tym połączeniu, ale tylko w wekeendy (w tygodniu zwykłe składy).

Ubranie w kimona, ceremonia herbaty i chodzenie po mieście w kimonkach. Fun! Zdjęcia pod wiśniami lepsze niż ślubne.

Kawa i lokalne pancake, takie sobie i wszystko 2x droższe niż dotychczas.

Romantic train opóźniony 40 minut! Widokowo fajnie, chociaż padało, ale gadający bez przerwy maszynista i ludzie biegający od okna do okna psuli nastrój.

Ponownie Murayama Park, ale tym razem wieczorem bez ludzi. Potem świątynia Kiyomizu-dera w nocnych iluminacjach.

Kroków 23,9k, 20,5km.

053/100 of #100DaysToOffload

Japonia 10: wyższy poziom w Osace


Łażenie po Osace.

Z rana Umeda Sky Building – taras widokowy dość wysoko.

Spacer parkiem sakurowym Kema Sakuranomiya do zamku, ludzie chilluja, spokój, rzeczka.

Osaka Castle tylko z zewnątrz, tłumy ludzi, pogoda wyciągnęła ich na spacery?

Świątynia Shitennō-ji ładne i zadbane.

Wieża widokowa Hitachi Tower.

Potem po okolicznej dzielnicy. Szok po wejściu do sali z automatami. Długie rzędy maszyn do grania, huk wentylatorów jak w serwerowni. Tak wygląda współczesny matrix. Obok duży sklep Don Quixote. Sklep ze wszystkim, na każdej półce jakieś grające reklamy, hardcore. Za to przydatne mapy sklepu naklejone na podłodze.

Kroków 30,6k, 19,4km.

052/100 of #100DaysToOffload

Japonia 9: Kyoto gejszowo


Szybki wypad do Kyoto.

Zamek Nijō-jō i pałac Honmaru-goten, znane ze śpiewających podłóg. Jest to efekt tarcia gwoździ. Ładne, chociaż niewielkie.

Teatr Gejsz Gion Kōbu Kaburenjō. Ciekawe doświadczenie, dostępna audio–deskrypcja tłumacząca co widzimy. I czego nie („osoba ubrana na czarno jest niewidzialna”).

Kodai-ji temple z laskiem bambusowym i pawilonem do obserwacji odbicia księżyca w stawie. W porządku, mało ludzi.

Potem spacer do Yasaka Pagoda, dzielnica gejszowa i posiedzenie w czasie zachodu Słońca w Murayama Park.

Po powrocie do Osaki świetna kolacja w lokalnej izakaya z super świeżymi owocami morza. Miły właściciel, za zamówienia złożone po japońsku zostaliśmy docenieni i otrzymaliśmy gratisy do popróbowania.

Kroków 23,8k, 17,9km.

051/100 of #100DaysToOffload

Japonia 8: 1 kwietnia z Mario


Universal Studios Japan, głównie stanie w kolejkach. Na początek Flying Dinosaur, w moim wieku już chyba powinien uważać na serce przy takich atrakcjach. Za to po takim starcie, wszystkie kolejne już były lajtowe. Jurassic Park ride miał problem techniczny i z 30m czekania zrobiło się 1,5h. Nawet wyszli animatorzy, żeby ludzie się nie nudzili. Minionki spoko, ostrzeżenie przez gwałtownymi ruchami, migającym światłem i zapachem bananów.

Spływ Szczękami, wejście natychmiastowe przez singles line i to jest odpowiedni czas oczekiwania na atrakcję 5 minutową.

Nintendo World Mario Kart z okularami 3d, spoczko.

Mało fastfoodów, raczej nastawienie na przytrzymywanie odwiedzających w kolejkach w restauracjach.

Harry Potter gadający po japońsku w czasie lotu przez i wokół Hogwartu zajebisty.

Na rollercoaster hippogryf nie zmieściłem się! W zamian za stanie w kolejce obsługa dała mi express pass.

Ogólnie, taki park rozrywki to nie do końca moja bajka.

Kroków 24,2k, 16,3km

050/100 of #100DaysToOffload

Japonia 7: OMG Osaka


Pociągi do Osaki, Shinkansen (237km/h), przesiadką na Limited Express (tylko do 160km/h). Na grupę 4 osób biletomat wydrukował 16 kwitków i paragon.

W pociągu nadrabianie zaległości na laptopie, bo mi się nie chciało wczoraj. W ogóle nie czuć, że się jedzie. Przystanki też prawie nieodczuwalne.

W ekspresie turyści nie ogarnęli, że miejsca na walizki przy drzwiach przynależą do skrajnych siedzeń i konduktor wyjebał im bagaże na korytarz. Tam sobie leżały przez resztę podróży.

Osaka, niestety są te dzikie japońskie tłumy.

Świątynia Namba Yasaka Jinka z brzydką rzeźbą, potem sushi na taśmie takie sobie.

Handlowa uliczka Shinsaibashi-suji hardcore, się zaopatrzyliśmy się w merch z Uniqolo.

Potem własnoręczny grill z wagyu, z dodatkową Kainomi do nażarcia (380 PLN na 4 osoby, jak za darmo).

Kroków 17,6k, 12,5km.

049/100 of #100DaysToOffload

Japonia 6: jeszcze więcej Kanazawy


Ninja temple bardzo ciekawe, muzeum lalek też.

Omicho market, szybki szaszłyk z 🐙, zrobiliśmy sobie pieczątkę z nazwiskiem zapisanym fonetycznie. Jechaliśmy GOTaxi z koronkowymi obrusami na siedzeniach.

Warsztaty złocenia, zrobiliśmy talerzyki i pałeczki, będą na pamiątkę.

Muzeum Geiko z zieloną herbatą w zacisznym miejscu.

Spacerek po dzielnicy Gejsz, zakupy w Hands i podobnych sieciówkach, mięsiwa w tempurze ma kolacje, bo zamknęli nam sushi jeżdżące na taśmie.

Onsen przed ostatnią nocą tutaj.

Kroków 14.4k, 10.6km.

048/100 of #100DaysToOffload

Japonia 5: więcej Kanazawy


Ogrody Kenrokuen, cały dzień możnaby na chillu spędzić.

Muzeum rzemiosła, fajnie pokazane etapy np. farbowania tkanin.

Zamek odbudowany w części i dalej w budowie. Łatwo się palił do tej pory.

Świątynia Oyama. Na lunch okonomiyaki – własnoręcznie smażone.

Potem samurajskie domy i ogrody, lody ze słodkim sosem sojowym.

Warsztaty kulinarne, prowadzący miał fajny zestaw do tłumaczenia symultanicznego. Rzeczy wyszły nam pyszne.

Szybkie zakupy w wielkiej trójce (7-11, Lawson, Family Mart) i onsen na koniec dnia.

Kroków 17k, 12km.

047/100 of #100DaysToOffload

Japonia 4: przez Nagano do Kanazawy


Pociąg do Nagano, tam walizki do schowka i zwiedzamy.

Autobus: jasna obsługa z kartą Suica; kierowca upewnia się, że wiemy gdzie wysiąść.

Muzeum olimpijskie z przejsciem przez targi motoryzacyjne. W samym muzeum biednie, ale akcenty polskie były.

Spacer przez deptak do świątyni Zenkoji i z powrotem na stację.

Konfuzja, bramki nas nie wpuszczają. Rozmowa z obsługą przez translator. Źle kupiliśmy bilety na Shikansena, data pomylona z kolejnym przejazdem. Zwrot biletów, kupno nowych, ostatecznie jedziemy pół godziny później i odpowiednik 32PLN potrącony za zwrot biletów (kosztujących ~880 PLN, więc spoko przelicznik).

Pociąg do Kanezawy.

Tam zadziwiająco głośno. Tłoczniej niż w dotychczasowych miastach i do tego trąbią, a w autobusach nie działają uniwersalne karty prepaidowe IC. Ale można się fizyczną kredytówką odbić na czytniku. Chodniki krzywe, malunki na jezdniach wytarte.

Zobaczyliśmy ładnie podświelony ciąg bram Tori i lightshow w parku zamkowym.

Wyżerka w restauracji z owocami morza.

Kroków 20k, 14,2km.

046/100 of #100DaysToOffload

Japonia 3: na sportowo


Hike na górę do zamku Arato, grał w kilku filmach.

Potem rowerki na Chikaraishi Course. Częściowo piękną rowerostradą wzdłuż rzeki Chikuma (Shinano).

Między aktywnościami onsen :) W tym wieczorny prywatny na zewnątrz. Dojście do niego w dostarczonych klapkach. Plot-twist: klapki to japonki.

Dziwnie się patrzy na zapisy tras pokrywające się dokładnie z drogami. Życie w Gdańsku, gdzie od lat GPS jest zakłócany przez ruskich, odzwyczaiło mnie od tej oczywistości.

W końcu dzień bez deszczu.

Kroków 15k, 20,9km.

045/100 of #100DaysToOffload

Japonia 2: z Tokio do onsenu


Teamlab borderless. Fascynujące. Lustrzana sala z kulami robi źle w błędnik.

Świątynia z bramami Tori. Lokalny ramen Kamunabe, zero napisów po angielsku. Google Translate działa bez problemu.

Stara dzielnica z klimatem, cmentarz, park Ueno z wisienkami (słabo, wczoraj było lepiej). Nawet przy festynowych stoiskach z fast-foodem wyznaczone miejsce ustawiania się kolejki.

Świątynia Sensō-ji najbardziej turystyczna jak może być. Tu więcej ludzi.

Shinkansen (220 km/h), potem lokalny pociąg i jesteśmy w Chikuma w ryokanie, tradycyjnym hotelu. Przesuwane drzwi, chodzenie w szlafroku, spanie na podłodze.

Kluski soba i onsen wieczorkiem petarda. Zwłaszcza, że onsen zasilany naturalnymi gorącymi źródłami z minerałami.

Kroków 22,8k, 15.2km.

Deszcz.

044/100 of #100DaysToOffload

Japonia 1: pierwsze wrażenia z Tokio


Śniadanko ma targu, świeże rzeczy w tempurze mniam mnia.

Świątynia między wieżowcami, park z wiśniami (chyba wstrzeliliśmy się na kwitnienie), sklepy w Parco, Shibuya crossing z kilku punktów widokowych i ramen na kolację.

Bilet 48h na metro świetna rzecz, jak już się udało go kupić. Zbiorkom wygląda na ogarnialny. Numerowane stacje mega ułatwiają orientację bez konieczności zapamiętywania nazw. Wszystko opisane po angielsku, czytelne symbole, wyznaczanie miejsc na ustawianie się kolejek.

Od południa deszcz. Ogólnie bez spodziewanych tłumów, ruch na ulicach spokojny i cichy (elektryki i hybrydy). Ludzie nienahalni. Miło!

Kroków 25,2k, 17,5km.

043/100 of #100DaysToOffload

Japonia 0: wylot albo i nie


Na lotnisko wygodny dojazd autobusem 120. Byliśmy wcześniej, usiedliśmy pod bramką i chwilę potem przyszła informacja o odwołaniu lotu do Amsterdamu. Niezły początek. Powrót do hali odpraw, próba znalezienia nowego połączenia. „Państwo odprawiali się na lot o 14:25, odwołany jest ten o 11:55”. Uff? Drugie przejście przez security.

Śmiesznie z tymi samolotami. Dzień wcześniej mijaliśmy na autostradzie zaparkowaną awionetkę.

Popołudniowe lotnisko Amsterdam Schiphol duże i ciche, ale myszy biegają.

W czasie lotu do Seulu obejrzałem ”Mickey 17” i poszedłem spać.

Pneumatyczne drzwi pociągu w Tokyo wzdychały, jakby same miały za sobą ponad dobę w podróży.

042/100 of #100DaysToOffload

Rower oddany


Odkąd mamy nowe rowery, stare zbierały kurz w rowerowni. No more!

Założyciele akcji Rowerowa Zrzutka właśnie zabrali naszą Barracudę i Bouldera, aby dać im nowe życie. Na pewno sprawią jeszcze komuś radość. Są w dobrym stanie, choć wiekowe; z jednego zdjęliśmy dzisiaj bilet kolejowy z 1998 roku (sentyment!).

041/100 of #100DaysToOffload

TOTEM Prolog


Zrobiliśmy coś nowego i zabawiliśmy się w orientację z użyciem roweru. Skorzystaliśmy z pierwszego otwartego treningu Projektu TOTEM.

Jak na pierwszy raz chyba nieźle. Odwiedziliśmy 11 z 20 punktów. Szukanie ostatniego przypłaciliśmy przekroczeniem czasu o ponad 8 minut (z dozwolonych 3 godzin). Ale nie byliśmy ostatni w klasyfikacji!

Straciliśmy czas na wymianę dętki, w środku lasu pośród latających w powietrzu jeszcze jesiennych liści. Sprawdziłem się, po szkoleniu i zakupie odpowiednich narzędzi, zmiana dętki zajęła mi w terenie pół godziny.

Wnioski na przyszłość. Nabędziemy jakiś mapnik rowerowy: jest to panel na kierownicę trzymający mapę. Łatwiej się jeździ kiedy do nawigacji nie trzeba się zatrzymywać i wyciągać mapy z torby.

Patrzenie na warstwice jest kluczowe. W nawigacji pieszej podejście pod stromą górę nie jest problemem. Z rowerem często szybciej jest objechać dookoła i dostać się do punktu po łagodniejszym przewyższeniu. A że TPK jest górzyste, a my mamy nawyki piesze, to na koniec byliśmy naprawdę wypruci.

Mimo przejechania tylko 22km i 420m przewyższeń, podprowadzanie naszych dość ciężkich elektryków dało w kość. Pierwszy raz widziałem, żeby opaska pokazała mi żywotność na poziomie 5%!

Żałuję, że po dojechaniu na metę od razu zwinęliśmy się do domu (to zmęczenie!). Warto chyba było zostać i porozmawiać z praktykami jak oni podeszli to tej trasy.

Szkoda też że imprezy typu Harpagan nie mają osobnej kategorii dla ebików i kategorycznie zabraniają startu ze wspomaganiem.

040/100 of #100DaysToOffload

Japonia -16: rakiety wciąż latają


Azja nas chyba nie chce. Nasz pierwszy wyjazd do Wietnamu skończył tuż przed pojechaniem na lotnisko – COVID-19 zamknął najpierw przestrzeń powietrzną, potem cały świat na kilka tygodni. Dopiero drugi wyjazd po czerech latach był pełnym sukcesem.

Za 2 tygodnie zaczynamy urlop w Japonii, a tu znowu problem z lotami. Iran postanowił ostrzelać sąsiadów, więc przesiadka w Doha przestała być możliwa. Nasz przewoźnik Quatar trochę leci w kulki. Codziennie aktualizują informację, że na razie nie latają. Konkurencyjny Emirates zachował się lepiej, od razu umożliwiając zwrot jeśli ktoś ma bilety na termin do końca marca.

Po pewnych poszukiwaniach kupiliśmy inne bilety. Rozważaliśmy AirChina, ale anecdata o problemach z biletami, loty nad Rosją i konieczność zdobycia zgody w pracy na pobyt w adversarial country to same minusy. Wybraliśmy więc KLM. Ceny oczywiście 2x wyższe, wszyscy żerują na sytuacji. W dalszym ciągu liczę na pełny zwrot od Katarczyków. Z plusów to zostaniemy dłużej w Seulu.

Nb. czemu większość stron linii lotnicznych jest tak niewygodna albo ledwo działa? Albo mają dziwne polityki, np. Ryanair potrafił tylko zwrócić niejasny błąd, jeśli na adresie IP klienta działał kiedyś transportowy węzeł Tora (nie wyjściowy!).

Geopolityka co jakiś czas kopie mnie w dupę. Parę lat temu, w dniu w którym miałem zaplanowane kupić waluty na spłatę kredytu, pan Putin postanowił rozpocząć wojnę w Ukrainie. Oczywiście kursy wymiany w stosunku do polskiego złotego poszybowały w górę niczym Su-27.

039/100 of #100DaysToOffload

To ja, Tuya


Wymieniałem ostatnio jeden ze smart–włączników, po kilku latach przestał nadawać wifi. Niestety zdarza się tak. Nawet Shelly mają problemy z kondensatorami, niefortunnie objawiające się lata po gwarancji. Nie podejrzewam producenta o złą wolę, po prostu nie da się przetestować produktu przez tak długi czas.

Moja instalacja w całości działa na wydzielonej sieci WiFi. Dlatego, że tak: a) łatwiej, nie potrzebuję kolejnego interfejsu sieciowego; b) większość sprzętu działa tylko na 2.4GHz albo nie szybciej niż 802.11n (Wi-Fi 4); c) ‘S’ in IoT stands for ‘Security’. Niemniej niedługo może będę musiał wprowadzić nową warstwę (ZigBee? Matter?), żeby bardziej kontrolować głowice na kaloryferach – Danfoss Eco (wersja niesieciowa/nie BT) dostaje ode mnie złotą 💩 za trudność obsługi interfejsu.

Mój główny sprzęt do zarządzania zasilaniem to:

  • Sonoffy: Basic, Dual, Touch, oraz klony Wemos D1 Mini; wgrany firmware ESPEasy

    Sonoff jest wygodny, bo ma wbudowany zasilacz. Dosyć przyjemny w lutowaniu, zazwyczaj też dostępny jest GPIO. Umożliwia to np. dodanie czujnika wilgotności.

    D1 mini mają postać miniaturowej płytki. Dostępne dużo więcej GPIO i można upchać w ciasnych miejscach, jak odświeżacz. Minusem jest potrzeba zewnętrznego zasilania; można dostarczyć przez USB albo wlutować mały przetwornik 230V na 3.3V lub 5V.

    Konfiguruję je do komunikacji przez MQTT. Ewentualnie stan GPIO można też zmieniać przez HTTP, jeśli zachodzi potrzeba zrobienia czegoś na szybciocha.

  • Shelly różne odmiany mini oraz jedno z samym pomiarem zużycia schowane w listwie zasilającej

    Jak już pisałem, są cute. Oryginalne oprogramowanie jest dla mnie bardziej niż odpowiadające. W zasadzie bezproblemowe. Jedno mi padło prawdopodobnie z uwagi na wspomniane kondensatory.

    Dziwnie się zachowują przy aktywowaniu oszczędzania energii – tracą łączność, przez co reagują na polecenia z kilkuminutowym lagiem. No to nie oszczędzamy. Poza tym spoko i bez problemu z MQTT – kontrola jak i przesyłanie stanu.

  • Tuya smart wtyczki

    Pierwsze sprzęty z raportowaniem zużycia mocy – dlatego kupione. Obsługa jest partyzancka. Trzeba podłączyć je do chińskiej chmury, skąd za pomocą tinytuya wyciąga się klucz urządzenia i potem można je sterować lokalnie. W tym celu napisałem kilka linijek w Pythonie jako glue code. Z tego co mi mignęło, to w nowszych niż moja wersjach OpenHAB jest już zintegrowana obsługa.

    Jedyną zaletą jest cena. Ostatnio za dopuszkowy włącznik z obsługą przycisku zapłaciłem 17 PLN. No i może dostępność niedużych zintegrowanych wtyczko–gniazdek.

Ciekawostka oryginalnego firmware: moja Aleksa wykrywa niektóre z urządzeń i pozwala nimi bezpośrednio sterować. Nie korzystam z tego. Aleksiejowi daję dostęp poprzez ha-bridge. Centrum mojej sprytnej chałupki jest OpenHAB i to on jest źródłem prawdy o stanie domu.

038/100 of #100DaysToOffload

Oddech wiosny


Ten tydzień był wyjątkowy, dodatnie temperatury nadrobiły to, co miasto położyło. Bo Miasto Gdańsk w sezonie 2025/2026 totalnie zawaliło odśnieżanie chodników i ścieżek rowerowych. Od opadów śniegu w styczniu było coraz gorzej, po drodze marznący deszcz zamienił trakty w lodowe odcinki specjalne. Wystarczy dodać, że pojawiły się nieironiczne rady zakupu raczków, aby umożliwić poruszanie się.

Przez powyższe drogę do biura pokonywałem samochodem. I mnie to męczyło. Korki, nieprzewidywalne czasy przejazdu i dyskomfort wynikający z konieczności poruszania się najgorszym rodzajem pojazdu do miasta.

Za to w piątek, jak Słońce osuszyło DDRy i roztopiło część zasp… mordka pod kominem cieszyła mi się w obie strony, gdyż jechałem w końcu hulajnogą. Prognoza pogody mówi, że tak będzie cały przyszły tydzień.

Wczoraj nawet małżonka zabrała się ze mną na rower, chociaż zaplanowana trasa była kiepska (za to odwiedzająca brakujące squadraty). Fajnie było w końcu pokręcić po blisko dwumiesięcznej przerwie. Tęsknotę realizowałem planując przyszłe trasy w Komoocie. To będzie niezły 🚴🏻 rok.

037/100 of #100DaysToOffload

Pyszny markoviec dla botów


Ostatnio pokazywałem Anubisa, a dzisiaj wrzuciłem na domowego kubernetesa podobny program – Iocaine. To oparty na łańcuchach markowa generator polinkowanych stron wypełnionych bezsensowną treścią.

W zamierzeniu współpracuje z odwrotnym proxy HTTPS. Zwykłe przeglądarki odsyła na właściwą stronę. Natomiast botom serwuje labirynt, aby zaśmiecić wyniki ich crawlowania. Oczywiście tylko tym, które olewają robots.txt zakazujące zapuszczania się w niektóre ścieżki.

Osobiście (chyba?) nie jestem dotknięty problemem uporczywego skanowania, więc konfigurację zrobiłem na szybko, niezupełnie tak jak przewidział autor. Jako źródło treści zapodałem Pana Tadeusza i Free as in Freedom, biografię Richarda Stallmana. Efekt można podejrzeć udając bota, np.

curl --user-agent Perplexity https://pipebreaker.pl/links

Z dziwnostek, kod źródłowy wygląda jakby nazewnictwo dobierał nahormonowany nastolatek 🤨

036/100 of #100DaysToOffload