IDX dzień drugi.


Wstępna digitalizacja danych. Zambari z kamerą cyfrową wyposażoną w silne źródło światła przez niecałe 10 minut sfilmował wszystkie wiszące w gablotkach listy. Ja z Moniką staliśmy obok obserwując otoczenie. Wzbudzaliśmy uzasadnioną ciekawość, jednak nikt nie zareagował.
Jak tylko dostanę materiał filmowy na CD, zajmę się wycinaniem klatek i przetestuję Open Source'owe programy do OCR.

IDX, dzień pierwszy (czyli wczoraj).


Skompilowałem PostgreSQLa. Utworzyłem prostą bazę z czterema polami: imie, imie2, nazwisko oraz numer indeksu. Wpisałem ręcznie pierwsze czterdzieści kilka osób celem testu.
Dostęp do danych zrealizałem przez prosty (1223 bajty) skrypt .cgi w Perlu. Sprawdza obecność wszystkich pól, gdy którychś brakuje, wyświetla formularz odpowiedni. Działa poprzez GET. Dozwolone kombinacje danych (co trzeba podać, aby uzyskać odpowiedź): imię+nazwisko, nazwisko+numer indeksu, numer indeksu.
A, serwer WWW to Boa, nie będę instalował cięższych rzeczy na mojej workstacji.
W tym momencie baza uzyskała podstawową funkcjonalność. Jest IMO legalna:
Dz.U.97.133.883. Ustawa o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r.
(Dz. U. z dnia 29 pazdziernika 1997 r. z pozn. zm.)

Rozdzial 1, Art. 3 punkt 4:
4. Ustawy nie stosuje sie do osob fizycznych, ktore przetwarzaja dane wylacznie w celach osobistych lub domowych.

Moim osobistym celem jest zdobycie praktycznej umiejętności operowania na bazach danych z dostępem przez WWW, email, sms, Jabber.
Zbiór danych wybrałem taki a nie inny, gdyż: a) Jest dość obszerny; b) czasami przydaje się, gdy ktoś prosi o sprawdzenie jego wyniku z kolokwium/egzaminu/itp.; c) sposób wprowadzania danych stanowi ważną część projektu; d) dane zostały publicznie udostępnione przez dziekanat (Wydzial ETI PG, piętro I, gablotki nr 9 i 10);


Archived comments:

zgoda (jarek) 2003-11-26 22:00:09

Bardzo duże ilości dziwnych danych publikuje warszawski ZTM: http://www.ztm.waw.pl -- po prostu rozkład jazdy ;)

zdzichuBG 2003-11-26 22:05:32

Ale maja maly wspolczynnik ,,fun'. Wystarczy je sparsować i wrzucić do bazy. Dane na które ostrze sobie zęby będą ekstrahowane z filmu przedstawiajacego listy wywieszone przy dziekanacie ;)

Google ma macki wszędzie.


Ciekawa sprawa. Wystawiłem zabawny obrazek u siebie na workstacji. Sekundkę później umieściłem adres w topicu kanału na ircu, żeby łatwiej dotrzeć do potencjalnych odbiorców :-). Mijają dwie minuty i dwadzieścia sekund...
64.68.87.69 - - [26/Oct/2003:20:52:05 +0000] "GET /~zdzichu/ft031003.jpg HTTP/1.0" 200 17323 "-" "Mediapartners-Google/2.1 (+http://www.googlebot.com/bot.html)"
Prosto w obrazek, który pojawił się dwie i pół minuty temu. Śmiesznie. Więc google przeszukuje topiki kanałów ircowych w poszukiwaniu URLi? Nie jest to pomysł nowy (chociażby http://ircurl.novaland.com/), ale fakt sięgania przez google do takich źródeł wiedzy o pajęczynie trochę mnie zdziwił. Ale to poniekąd tłumaczy olbrzymie zasoby góóglarki. Indeksuje więcej niż nam się wydaje. Więcej niż byśmy chcieli?


Archived comments:

Jajcus 2003-10-28 12:57:40

A może po prostu było to rutynowe przejście przez: /~zdzichu/, które Google mogło znać dłużej?

zdzichuBG 2003-10-28 13:15:20

No właśnie dowcip polega na tym, że ~zdzichu nigdy wcześniej na tym serwerze nie istniało, a sama maszyna stoi w sieci od kilkunastu dni i nigdzie w internecie nie jest wspomniana z nazwy. A googlarka trafiła prosto w ten obrazek, nie odczytująć wcześniej index.html ani nic takiego.

bosman 2003-11-08 08:15:39

http://internet.interia.pl/int/wia/news?inf=442897

W trakcie serii I ...


Det ar ingel fel pa er TV. Dorsok inte stalla in bilden. Vi kontrellerar sandningen saval horisontellt som vertikalt. Vi dranker er med tusen kanaler-eller gor en enda bild klarara an kristall. Vi kan ge er bilder av allt var fantasi kan skapa. Den narmaste timmen bestammer vi vad ni ska se och hora. Ni ska fa uppleca allt det-som finns mellan sjalens dujup och den yttersta gransen.


Archived comments:

horpah 2003-11-08 03:45:05

Eee tam, nie wierzę, żeby Google chodziło po IRCu, raczej ktoś tego linka gdzieś po prostu użył: w wyszukiwarce wklepał, wyszukiwarce w Referer pokazał czy coś w tym stylu...

Moja kandydatura do igNobel Prize


Spokojnie waletując w poniedziałek w DS2 dostałem telefon od znajomego, któremu stawiałem rotuerek dla neostrady. Spotkał go zanik prądu, a po przywróceniu zasilania okazało się, że nie ma dostępu do LANu z serwera. Poprosiłem go o adres IP jego neostrady i słyszałem w słuchawce jak mówi, że schodzi do piwnicy do routera, po czym miły żeński głos oznajmił, że abonent znalazł się poza zasięgiem sieci.
Jakiś czas później dostałem SMSem adres IP, więc zalogowałem się i obejrzałem co i jak. Obie karty wydawały się działac, jedynie w tej od LANu licznik RX Packets stał w miejscu. Wyładować modułu i załadować raz jeszcze nie mogłem, bo obie sieciówki korzystaja z tego samego sterownika. Postanowiłem zrebootować wszystko (może pomoże, myślałem) i tu zaczęły się schody.
Neostrada. Zmienny IP. Serwer raptem w Poznaniu, a ja w Gdańsku. A jak się okazało, ja nie mam telefonu do tego znajomego, a SMSa już skasowałem.
OK, wyślę sobie IP mailem po reboocie. Hm, tylko że na tym routerku nie było żadnego MTA, a mi się nie chciało instalować. Spoko, wyślę sobie SMSa z tego kompa. Hm nr 2, testowy sms nie doszedł.
Zamiast próbować innych sposób, będąc jeszcze pod wrażeniem dokumentu by lcamtuf & cliph, postanowiłem działać twórczo. Efektem było ciąg ifconfig, grep, awk, hexdump, awk i tr. Dlaczego? Bo polecenie ping wymaga patternu podanego w heksie. Na innym serwerku odpaliłem sobie tcpdump -xXs 200 icmp. Odpaliłem mój wielce hakerski skrypt na neostradzie i... w heksdumpie pakietów wypatrzyć można było w payloadzie IP neostrady. Przepełniony radością tworzenia dopisałem skrypt do ip-up i wykonałem reboot.
Cisza. Żaden pakiet nie przyszedł. Dałem gdzieś ciała. Następnego dnia sprawdziłem, okazało się, że zapomniałem podać nazwy hosta do pingowania.
A dlaczego uważam to za kandydature do ignoble'a? Ponieważ 20 minut szlifowałem wrzucanie adresu IP do payloadu pinga, zapominając, że ten właśnie adres o który mi chodzi już się w pakiecie znajdował. Jako adres IP nadawcy pakietu.

Wieczór z życia mieszkańca akademika


Czwartek. Po kolejnych męczącym dniu siedzę sobie w pokoju. Godzina w okolicach dwudziestej, postanowiłem zejść piętro niżej i powiedzieć ,,Hi!'' kumpeli. Dwa dni już mieszkałem w DSie i jeszcze jej nie widziałem.
Zaraz po wejściu dostałem zimne piwko, przeznaczone dla gościa. I wtedy wydarzenia zaczęły się dziać coraz szybciej. Nagle zauważyłem, że siedzimy w grupce około dziesięciu osób na korytarzu. Jakiś koleś daje mi piwko, bo kasy miałem tylko tyle, co na powrót do domu w piątek. Leci muzyka z głośników wystawionych na próg pokoju, a nas jest coraz więcej.
W pewnym momencie wpadamy do pokoju ziomali z pierwszego roku. Jeden z nich chowa się do łóżka, dwaj pozostali... ,,Impreza? Zajebiście, mamy flaszkę i dobre zioło''. Zapalić nie mogłem, ale flaszkę w cztery osoby rozpracowaliśmy I nagle znaleźliśmy się w Chemiku, świeżym klubie zaraz koło DSu.
W międzyczasie chyba poszło jeszcze kilka piw, bo na trzeźwo nie krzyczałbym ,,Respecta Kubiku!'' ;) do prawie-mi-znanego kumpla (no, teraz już kumpla :). Odbijając się od ścian wróciłem do akademika, przekonałem portierkę, że ja tam naprawdę mieszkam (chociaż dopiero dwa dni) i doczłapałem się do pokoju. Z planów ogolenia się tego dnia zrezygnowalem ze względów bezpieczeństwa, ale przysznic jeszcze wziąłem i o trzeciej byłem grzecznie w łóżeczku z budzikiem ustawionym na 7.30.
Taka accidental impreza.

Dzień z życia studenta wydziału ETI


Środa. Wstałem sobie później, o 9, bo nie miałem dużo spraw do załatwienia tego dnia. Najważniejsza była dwudziestominutowa wyprawa na drugie osiedle, do administracji akademików, gdzie miałem odebrać swoje skierowanie do DS5-łącznik.
Po dotarciu na miejsce i przywitaniu się z sekraterką dostałem przekierowanie do kierowniczki DS5, gdzie powędrowało moje skierowanie. Ta miła osoba zaś oznajmiła, że owszem, kwitek z moim nazwiskiem się pojawił, jednak nie mogę się wprowadzić, bo to miejsce żeńskie :-/ Po wyjaśnieniach i telefonie do dziekanatu, wziąłem skierowanie i wróciłem na wydział. Zapukałem do drzwi WKS i zostałem bokiem wprowadzony do dziekanatu przed godzinami jego otwarcia. Znaleziono mi miejsce w DS3 i kazano zgłosić się ze 1,5-2h w celu odebrania świstka.
Celem zabicia nudy ustawiłem się w kolejkę do kierowniczki dziekanatu. Jak już się dostałem i wyłuszczyłem swoją sytuację (w związku z Planem A) dostałem skierowanie do pokoju 136 gdzie zajmują się planami studiów. Tamże, po ponownym przedstawieniu mojej sytuacji, zrobiono duże oczy i kazano mi iść... do kierowniczki dziekanatu. Zastosowałem się do tego i z kierowniczką ustaliłem, że lepiej pójdę bezpośrednio do dziekana.
Odstawszy swoje w kolejce stanąłem twarzą w twarz z Prodziekanami ds. Rozwoju oraz Kształcenia. Trzecie tego dnia sprawozdanie z mojej sytuacji i parunastominutowa rozmowa skończyła się moim ogólnym roztrzęsieniem, zdenerowaniem i wysokim ciśnieniem. Jak zwykle (no, drugi raz w tym roku kalendarzowym, ale też była to moja druga wizyta u dziekanów - więc jak na razie w 100% przypadków) zostałem wyśmiany. Żebym już sobie poszedł, kazano mi złożyć podanie u kierowniczki dziekanatu wraz z indeksem, wtedy oni podejmną decyzję (haha). Wychodząc dostałem jeszcze od pani z dziekanatu kopertę zawierającą moje skierowanie do akademika, z prośbą o pokazanie tego skierowania w Administracji Osiedla Studenckiego. Już raz tam byłem tego dnia, ale spacer jest przecież OK. Do kierowniczki z podaniem już się nie dostałem (pracują przecież tylko 3 godziny dziennie przez 4 dni w tygodniu), więc szybkim krokiem udałem się do Administracji.
Zostałem poproszony o odniesienie kilku skierowań do DS2 (na górce :-/), bo nie było gońca. Zgodziłem się, bo prawie po drodze do DS3 miałem. Na szczęście pojawił się goniec i mogłem iść ze swoim skierowaniem prosto do DS3.
Mija więc 20 minut, wchodzę do kierowniczki, pokazuje skierowanie, dowód i wszystko OK. Kończy mi wypisywać kartę wejścia i prosi mnie o zdjęcie. Zonk. Nie mam, ale może być ksero. Ok, zaraz wrócę, wychodzę z DSu, najbliższe ksero jest na wydziale. Truchtem biegnę (to paręset metrów tylko) i staję na końcu długiej kolejki...
Ksero zdjęcia z indeksu ukazuje kogoś o wyglądzie Chewbacci z gwiezdnych wojen. Krótki namysł i wydaję równowartość piwa na ksero kolorowe. Przynajmniej wyglądam na kserze jak ja.
Kierowniczka zdziwiona - ,,Był pan u fotografa, że tak długo?'' Usłyszawszy o kolejkach klepie się w czoło - ,,No tak, przecież nie powiedziałam panu, że mamy ksero na w akademiku''. My fault, powiniem zapytać.
Potem tylko wejście na górę, po plecak w DS2, zostawienie go w moim nowym pokoju, do sklepu po ładną flaszkę, na drugie osiedle celem zostawienia u kumpla (nie było go), więc z powrotem. I to szybko, bo o 20.00 X Zebranie Rady Użytkowników SKOS PG. Zebranko skończyło się koło 22, idąc z kumplami zaszedłem ponownie na drugie osiedle, wypiłem piwko z LCFem i potuptałem do swojego DSu. Wpół do jedynastej byłem już w swoim pokoju, po całym dniu biegania tam i z powrotem przez Gdańsk Wrzeszcz. I tak już prawie od dwóch tygodni. Ten wydział obsysa. o


Archived comments:

horpah 2003-10-11 13:53:33

Oj, tru, tru. Akademiki bywają jak alkoholowe czarne dziury! Należy bardzo uważać, żeby nie przekroczyć granizy horyzontu zdarzeń. Później wszelkie prawa fizyki tracą ważność. :)

yaro 2006-09-25 21:16:03

horpah niech nie pierdoli, pewnie nigdy nie mieszkał w akademiku. nie jest tu az tak zle jak mowia różne stereotypy krążące wsrod młodziezy.

Am I freak or something?


Czy sprzęt, któru ja potrzebuje, leży w sklepach na półce ,,abstrakcyjne''? Spacer po sklepach komputerowych w centrum był dość nieudany. Trackballa udało mi się w końcu zamówić z przedpłatą (będzie jutro lub pojutrze), klawiatury nigdzie nie ma, ale w innym sklepie postarają się ją ściągnąć do końca tygodnia.
Jak kupowałem dysk przed świątami też musiałem dwa dni poczekać, aż go sprowadzą. Na pocieszenie dzisiaj kupiłem sobie zaciskarkę RJ45.

Po kilkunastodniowym tournee Gdańsk-Bydgoscz-Gdańsk-Bydgoszcz-Białystok jutro znów szykuje mi się wyjazd do Gdańska. Tym razem w celu wprowadzenia w życie drugiej fazy Planu A.

To wszystko sprawia, że EKG2 leży i się nie rusza. W tej cwhili wmawiam sobie, że zanim zrobię obsługę rostera, muszą pojawić się userlisty per sesja.

Undocumented feature


Pewnie spadnie na mnie grom z jasnego nieba za implementowanie w ekg2 rzeczy wyraźnie opisanych jako ,,server only'' :-)
Dla przyszłych pokoleń: /auth ma nową opcję, -p, --probe

Rozterki elluina


#v+
// 2003-05-22

[ ... ] do tego wpadł mi do głowy szalony pomysł, żeby równolegle implementować Jabbera. dzięki temu
nie byłoby później niespodzianek, że kod jest gotowy, a plugina nie da się
napisać, bo coś nie pasuje. tyle, że spowolni pracę nad stabilizacją gg.
co wybrać?

#v-

To było w maju, dziś mamy wrzesień i elluin uzyskał już odpowiedź na swoje pytanie. I zajmuje się w miarę wolnego czasu GG, pozostawiając plugina Jabberowego w minimalnej działającej postaci.
Z dalszym rozwojem ekg/plugins/jabber/* stoję twarzą w twarz ja sam. Do tego Wojtek odgraża się, że jak znajdzie jakiś CVS, to ja będę odpowiedzialny za jabbera w ekg2, a on skończy GG i zrobi sobie urlop, jak Alan Cox.
M. in. to wynikło z dzisiejszych jego odwiedzin u mnie.

,,The Italian Job''


Banalna historyjka bandy złodziejaszków, z których jednego gra Edward Norton. Oprócz niego w bandzie jest niedowartościowany młodzian sypiający z laptopem, któremu wydaje się, że to on napisał Napstera, i który najwidoczniej czytał pewien artykuł w Phrack no. 60. Pozostałe osoby nie są specjalnie szczególne, nawet ta blondynka.
W filmie znajdziemy przekombinowane scenariusze skoków na złoto, jednak ,,Gang Olsena'' to to nie jest.
Duńczycy nie jeździli Mini Morrisami (czy też BMW Mini'sami) jak mistrzowie deskorolki na swoim kawałku sklejki.
Sam film chociaż jest trywialno- (sposób wydawania kasy przez E. Nortona) -pseudoanarchistyczny (jak inaczej odczuć ,,You will never shut down the real Napster!''?) daje się obejrzeć bez angażowania większej części naszej szarej masy między uszami. Taki Watch & Forget.

Również: Physics Summary.

,,Tears Of The Sun''


Bruce Willis jako żołnierz GROMu wykonujący ze swoim oddziałem zadanie w afrykańskiej dżungli. No dobra, nie polskiego GROMu, a jego amerykańskiego odpowiednika.

Niestety, pragnący podziwiać wdzięki Persef^WMoniki Bellucci poczują się zawiedzeni, bo choć dużo jej w filmie, to nie ma na sobie niepraktycznej w dżungli lateksowej sukienki, tylko jakieś sensowne ciuszki. Zawiedzeni bedą również Ci, którzy szukają w filmie wyzwania i elementów zaskoczenia. Owszem, kilka sytuacji mnie zaskoczyło. Ale tylko tym, że był tak cholernie oczywiste i szablonowe, że nie wpadłym na to, że scenarzysta potoczy akcję w ten sposób. Ale laryngofony mieli bajeranckie ;-)

Co się może podobać, to ciche akcje amerykańskich żołnierzy. Realizm psują cudowne tłumiki*, ale i tak przyjemnie ogląda się pojawiających się ,,znikąd'' żołnierzy. Przypomniał mi się kultowy Predator nawet, chociaż ty przeciwnicy są jak najbardziej ludzcy.


* O tłumikach można poczytać tutaj.

diff -u var/backup/etc/zdzisiek/inventory etc/zdzisiek/inventory


--- var/backup/etc/zdzisiek/inventory Wed Aug 27 05:00:12 2003
+++ etc/zdzisiek/inventory Wed Aug 27 21:14:08 2003
@@ -19,6 +19,5 @@
wątroba
śledziona
-wyrostek robaczkowy
woreczek żółciowy
trzustka


Archived comments:

yoshi 2003-09-02 22:29:07

Masz go w słoiku z formaliną?

sziwan 2003-09-02 22:54:14

Tzn. /jar zamiast /var?

zdzichuBG 2003-09-03 09:12:57

Nie, nie dali mi go w /jar. Może to i lepiej, jeszcze na jakiejś imprezie ktoś by sobie wkręcił film, że to Tequilla z robaczkiem...

Chmielu 2007-04-19 11:34:37

Oh Boy

Bez tytułu 24


Właśnie się dowiedziałem, że kumpel z grupy stał się ofiarą wypadku samochodowego. Jest w śpiączce, ma 20-30% szans na obudzenie się, żadnych na powrót do normalnego życia. Co czuć?

Bez tytułu 22


$ losetup /dev/loop/7 ; mount | grep loop
/dev/loop/7: [000a]:373 (/dev/hda3), encryption aes (type 18)
/dev/loop/7 on /usr/local/squid/cache type xfs (rw)

Ziew. Nic mi sie nie chce. Mam w planie 10 linijek kodu w ekg2 upraszczających joggowanie, ale mi sie nie chce.

,,Dreamcatcher''


Świetny film z udziałem Morgana Freemana. Na podstawie książki Stephena Kinga, więc wiadomo, czego się spodziewać. A w zasadzie to nie wiadomo. I faktycznie. Pierwsza część filmu w niczym nie zapowiada tego, co będzie się działo dalej.
Obejrzawszy 1/3 filmu nie sposób dojść, do czego byli potrzebni magicy z Industrial Light & Magic. Ale później efekty ich pracy robią wrażenie. Piorunujące. Film to naprawdę dobry dreszczowiec.


Archived comments:

marian 2003-08-11 21:59:08

zgadza się!