Japonia -16: rakiety wciąż latają



Azja nas chyba nie chce. Nasz pierwszy wyjazd do Wietnamu skończył tuż przed pojechaniem na lotnisko – COVID-19 zamknął najpierw przestrzeń powietrzną, potem cały świat na kilka tygodni. Dopiero drugi wyjazd po czerech latach był pełnym sukcesem.

Za 2 tygodnie zaczynamy urlop w Japonii, a tu znowu problem z lotami. Iran postanowił ostrzelać sąsiadów, więc przesiadka w Doha przestała być możliwa. Nasz przewoźnik Quatar trochę leci w kulki. Codziennie aktualizują informację, że na razie nie latają. Konkurencyjny Emirates zachował się lepiej, od razu umożliwiając zwrot jeśli ktoś ma bilety na termin do końca marca.

Po pewnych poszukiwaniach kupiliśmy inne bilety. Rozważaliśmy AirChina, ale anecdata o problemach z biletami, loty nad Rosją i konieczność zdobycia zgody w pracy na pobyt w adversarial country to same minusy. Wybraliśmy więc KLM. Ceny oczywiście 2x wyższe, wszyscy żerują na sytuacji. W dalszym ciągu liczę na pełny zwrot od Katarczyków. Z plusów to zostaniemy dłużej w Seulu.

Nb. czemu większość stron linii lotnicznych jest tak niewygodna albo ledwo działa? Albo mają dziwne polityki, np. Ryanair potrafił tylko zwrócić niejasny błąd, jeśli na adresie IP klienta działał kiedyś transportowy węzeł Tora (nie wyjściowy!).

Geopolityka co jakiś czas kopie mnie w dupę. Parę lat temu, w dniu w którym miałem zaplanowane kupić waluty na spłatę kredytu, pan Putin postanowił rozpocząć wojnę w Ukrainie. Oczywiście kursy wymiany w stosunku do polskiego złotego poszybowały w górę niczym Su-27.

039/100 of #100DaysToOffload

Comments


Comments powered by Disqus