Być jak Ryan Bingham (30 lipca 2010, 23:54:23)
Przechodzenie przez odprawę dzierżąc w wyciągniętej dłoni kartę lojalnościową to umiejętność dostępna tylko na planie “Up in the air”. W rzeczywistości jest trochę inaczej, ale warto pamiętać o następujących sprawach.
Na pewno przydaje się pewność siebie i rutyna. Wypróżniając kieszenie przed bramką nie warto próbować czegoś sobie oszczędzić. Jak bramka zapiszczy, to i tak nas cofną. Do kuwetki lądują klucze, pasek, dokumenty, osobno laptop. O skrętkę czy inne kable w bagażu na pewno zostaniemy zapytani, oszczędźmy sobie kilku sekund i wyłóżmy je na widok. Podobnie z butami — czasami nie trzeba ich zdejmować, ale dla świętego spokoju róbmy to zawsze.
Krótkie wyprawy bez bagażu głównego wymuszają zabranie kosmetyków do podręcznego. Odbierając kartę pokładową można poprosić o worek na płyny, do którego wrzucamy wszystko co jest płynem (woda kolońska, płyn do soczewek) lub go przypomina (pasta do zębów).
Wybierając miejsce w klasie ekonomicznej warto wybrać jedno z kilku, które nazywam pseudobiznes — są to miejsca przy wyjściach awaryjnych. Zaletą tych miejsc jest większy odstęp od fotela z przodu, pozwalający wygodnie się rozciągnąć. Wadą — konieczność umieszczenia całego bagażu nad głową i zazwyczaj ograniczony przez skrzydła widok za oknem. Jak najbardziej do zniesienia, jeśli planujemy podróż przespać i nie potrzebujemy gmerać w plecaku.

Sen lub świat przez brudne okienko — do wyboru.
Z uwagi na obecność wyjść awaryjnych, stewardessa może nas czasem spytać, czy wiemy jak je obsługiwać i czy mamy wystarczającą siłę. Dobrze jest w tym momencie nie odpowiedzieć ,,Wiem, robiłem to wiele razy''.
Gdy do odlotu zostało niewiele czasu, a kolejka przy check-inach się dłuży, warto podejść do kogoś z obsługi i wskazać na zbliżający się czas odlotu. Najczęściej skończy się to skierowaniem do zwykle pustego okienka klasy biznes. Można też od razu skierować tam swoje kroki, koniecznie z uśmiechem i pewnością siebie emanującą z postawy. Czasem się udaje.
Im bliżej godziny odlotu, tym bardziej trzeba czytać wszystko dookoła. Można wypatrzyć bramkę wydzieloną dla osób, którym zostało mniej niż pół godziny do odlotu.
Przy częstszych lotach warto wyrobić sobie kartę lojalnościową, np. Miles&More. Tak czy siak podróżujemy, zaoszczędźmy sobie na wakacyjny bilet dla Drugiej Połowy. Mile nabijać można też za wynajem samochodów w Hertzt.
Karta Miles&More przydaje się również przy terminalach do samoodprawy. Znaleźć je można np. na lotnisku Charlesa de Gaulle'a. Skaner paszportów/dowodów osobistych nie zawsze jest na tyle czysty, żeby działać sprawnie.
Lot z więcej niż bagażem podręcznym to zawsze dodatkowy problem — trzeba go nadać, czyli odwiedzić okienko do którego zazwyczaj ciągnie się kolejka. Czasami jest możliwość oddania walizki wcześniej, np. w gdańskim Terminalu Miasto może zrobić to na dzień przed odlotem. W USA nie zdziwmy się, jak przy nadawaniu bagażu wyciągną do nas rękę po kartę kredytową. Tam nawet walizka mieszcząca się w przedziale wagowym pozbawi nas ok. $20.
Najłatwiej oczywiście podróżować tylko z bagażem podręcznym i dokonać odprawy przez sieć, a kartę pokładową wydrukować lub otrzymać na telefon. Druga możliwość działa skutecznie gdy mamy aparat z sensownym wyświetlaczem, powyżej 3〞. W przeciwnym razie czytnik kodów kreskowych może nie odczytać obrazka.
W żadnym razie nie należy się nigdy awanturować, nawet jak Niemcy nas biją. Linie lotnicze są dość wrażliwe na tym punkcie. Lepiej spokojnie wyjaśnić sytuację.
Nie ma to jak "bezpieczeństwo pasażerów" wymuszane ograniczeniami wolności, prawda? Latałem już tu i ówdzie, wszędzie są obostrzenia na lotniskach, uznaję to za normalne, bo jakoś trzeba zachować bezpieczeństwo, a inaczej trudno. W USA chyba już przesadzili aż nadto. Kiedyś powiedziałem, że nigdy nie będę w USA, jest coraz więcej argumentów, które potwierdzają moją decyzję i jakoś mnie tam nie ciągnie.
Nie wiem gdzie jesteś, ale miłego pobytu i spokojnego powrotu ;)