Część grafik może być niedostępna w przeglądarkach bez obsługi
IDN.
Szef kuchni poleca:
Beefy Miracle t-shirts
O mnie
Planeta !apcoh
Social
Część grafik może być niedostępna w przeglądarkach bez obsługi
IDN.
Szef kuchni poleca:
Beefy Miracle t-shirts
O mnie
Planeta !apcoh
Social
Ejże, ta akcja z Miczko to przecież miała miejsce na moim roku!
Od dawien dawna serwer newsów (NNTP) w akademikach był forum wymiany informacji i kontaktu między bracią studencką. Był też solą w oku Rektora - nie miał nad nim kontroli, a publikowane artykuły często były krytycznie dla poczynań jego i pozostającego w komitywie z Rektorem samorządu studenckiego.
Być może dlatego, w samym środku wakacji, gdy mało kto był w akademikach, rektor odciął nam grupy. Oficjalnie powodem był brak jasnego regulaminu newsów.
Coż, student pomysłowym jest stworzeniem i nie ugina się przed problemami. Brać studencka w postaci Hrynka szybko postawiła ASN -- Alternatywny Serwer Newsów. W wakacje korzystało z niego parę osób. Dopiera wraz z rozpoczęciem roku akademickiego, studenci wrócili masowo do akademików i powrócili do starych dyskusji, podsycanych jeszcze zniknięciem oficjalnego news.ds.pg.gda.pl.
Należało więc poszukać haka na Hrynka. I tenże hak się znalazł -- newsy zniknęły ponownie, tym razem z informacją:
Poczatek kary 2004-11-15 13:22:13 Koniec kary 2005-06-30 00:00:00 Opis Serwer WWW,SMTP,SSH,MYSQL dostepne spoza sieci SKOS PG Typ kary Wszystko
Hrynek jednak nie jest jedynym sprawiedliwym. Pojawiła się kolejna osoba chcąca prowadzić najważniejsze forum wymiany myśli w sieci akademickiej. I poprowadziła... przez 20 minut, aż do otrzymania telefonu od admina.
Zabawa w kotka i myszkę trwała jednak dalej. Tym razem komputer Baklarza był tak zrobiony, że nie było się do czego przyczepić. I tak do dzisiaj.
Nie, nie z powodu kolejnego bana. Powstał w końcu regulamin dostępu do ,,ogólnoakademikowego'' news.ds.pg.gda.pl. Tak więc z powrotem można z niego korzystać, po zapoznaniu się ze szczegółową rozpiską kar i zasad. Jak długo w obecnej formie to pociągnie i jakie będą dalsze dzieje -- życie pokaże.
Pytałeś, Piotrze, dlaczego Politechnika jest dziwną uczelnią? Szkoda słów.
Jak działa internet w sieciach osiedlowych? W jednej, z której korzystałem jakieś dwa lata temu zdarzały się takie dni:
![[internet na alei legionow]](http://luez.ds.pg.gda.pl/~zdzichu/inecik-legionow.png)
Natomiast mój aktualny provider (jak już udało mu się podłączyć mnie po miesiącu od podpisania umowy) serwuje dzisiaj takie warunki:
![[internet w net sat media]](http://luez.ds.pg.gda.pl/~zdzichu/NetBSDorg_last_10800.png)
Tak, to są prawie dwusekundowe opóźnienia. I owszem, straty sięgające 1/4 pakietów. Takie życie z dającym ciała providerem.
Nie jest źle. Jeszcze są jakieś dni wolne. Chociaż dopiero tydzień minął i
może się to jeszcze zmienić :)
UPDATE: no i się zmieniło.
Jakiś czas temu była u nas impreza, na której mojemu komputerowi przypadła rola szafy grającej. Jednakże moja muzyka nie wszystkim odpowiadała, więc Mateusz zaproponował, żebyśmy posłuchali jego zbiorów. I wtedy się zaczęło.
Cały proces przemiany plików na dysku w komputerze Mateusza na drgania membran moich głośników był niemiłosiernie długi i uciążliwy. Opierał się na połączenie przez FTP, transfer plików, zmianę uprawnień, kopiowanie, przeklikiwanie się przez milion katalogów w XMMS, słowem, minęło trochę czasu. A przecież większość można uprościć do Trzech Kliknięć.
Od tamtego czasu jako playerka muzyki zacząłem używać
Muine. Dzięki
temu dodanie albumu do playlisty to 1) kliknięcie
na ,,Dodaj album
'', 2) klik na wybraną
płytę, 3) kliknięcie na przycisk ,,Kolejkuj
''
bądź ,,Odtwarzaj
''. I to jest dobre.
![[skrinszot muine]](http://muine.gooeylinux.org/muine.png)
Jednakże aby to wszystko ładnie działało, Muine musi
mieć swoją bazę danych uzupełnioną o właśnie wrzucane
na FTPa piosenki. Co oznacza przeklikiwanie się przez
opcję ,,Importuj folder
'', poprzedzoną być może
szykanami ze strony uprawnień.
Nie musi tak być. Muine zamiast swojej prywatnej bazy powinien korzystać z wyników przeszukiwania dostarczonych przez Beagle. Wystarczy nawiązać połączenie i odpytać o wszystkie audio/x-mp3, application/x-flac i application/x-ogg. W bonusie Beagle co pewien czas przesyła zaktualizowaną listę wyników danego wyszukiwania. Co więcej, ponieważ Beagle korzysta z inotify, wrzucane przez FTPa pliki w momencie nagrania na dysku są od razu indeksowane i udostępniane Muine. W ten sposób pozbywamy się kilku kliknięć na przeskanowanie katalogów z muzyką i wciąż jesteśmy przy trzech kliknięciach na odegranie albumu.
Słabym punktem jest ten FTP. Czy jest potrzeba kopiowania...
oczywiście nie. I nie chodzi o dostanie się do plików po sieci,
bo jest to sytuacja analogiczna do dostępu do lokalnego katalogu.
Tylko po co zrzucać to na użytkownika? Cały czas wykorzystując
Beagle jako bazę danych możemy skorzystać z możliwości, które daje
OpenTalk, znany wcześniej jako ZeroConf
lub Rendezvous.
Beagle umie automatycznie wykrywać i odpytywać
inne beagled w sieci. Mateusz musi tylko kliknąć
trzy razy: 1) prawoklik na folder z jego muzyką,
2) kliknięcie na ,,Współdziel
'' (bądź ,,Share''),
3) kliknięcie na ,,OK
'', gdyż odpowiadają mu
domyślne opcję udostępnienia w trybie read-only.
W tym momencie jego lokalny Beagle informuje tego na moim
komputerze, że wyniki aktywnego wyszukiwania plików
muzycznych zaktualizowane zostały o katalog smb://matthew/muza.
I mój Muine w spisie albumów pokaże mi to, co się tam
znajduje.
A może ktoś z naszych gości przyniósł swoją muzykę? Chcemy
jej posłuchać? Gość musi tylko 1) kliknąć na ikonkę
NetworkManagera, 2) kliknąć na nazwę naszej sieci WiFi,
3) wpisać hasła na WEP/WPA i kliknąć ,,Dołącz
''.
W tym momencie jego Beagle ogłasza się w LANie, mój od razu
odpytuje go o muzykę, a Muine uzupełnia spis albumów o
te znalezione na http://guest01/~mark/music/,
ftp://192.168.1.12/pub/people/mark/music/ czy
w jakiejkolwiek innej ścieżce.
![[skrinszot NetworkManagera]](http://people.redhat.com/dcbw/NetworkManager/images/menu.png)
Może być tak pięknie... tylko czemu nie jest? Potrzebny software już jest, i nawet działa. Brakuje tylko integracji. Problemem jest również to, że komputer Mateusza działa pod kontrolą Systemu Operacyjnego Microsoft Windows. Beagle został niedawno sportowany na tą platformę, ale do integracji z usługami udostępniania plików w sieci daleko. Bardzo daleko.
Microsoft jest klockiem nie pasującym do tej układanki. Wspaniałości sieciowej autokonfiguracji i wykrywania usług sa z nami od roku 1999. Na razie jedynie Apple traktuje je poważnie, chociaż deweloperzy GNOME też zaczynają zerkać w ich kierunku. Natomiast Microsoft w typowy dla siebie sposób sklonował ten pomysł i brnie w niekompatybilny z niczym Universal Plug And Play, które w tej chwili jest wykorzystywany jedynie na dwa sposoby: Microsoft Messenger potrafi poprosić nasz zgodny z UPnP NATujący router o otwarcie bądź przekierowanie kilku portów do wewnątrz. Domyślam się, że to samo potrafią co lepsze wirusy bądź robaki.
Sam MS niestety nie potrafi współpracować przy tworzeniu bogatego experience użytkownika
.Stałem się ofiarą podłej sugestii. Oprawcą był ekranowy element graficzny, metafora przycisku. Zbiór kilkunastu kolorowych punktów udających rzeczywisty obiekt.
Opresor w dwóch wcieleniach
Przycisk powyższy umiejscowiony jest w przeglądarce fufufu Mozilla Firefox, a służy do zamykania aktywnego panelu. Jest to czynność dosyć destrukctyjna dla właśnie oglądanej strony, grafik Firefoksa postanowił więc zmienić trochę wizerunek guziczka, aby lepiej oddać jego działanie. Wcześniejsza wersja wyglądała normalnie, wypukłe. Nowa, wzorowana na innych niebiezpiecznych wciskadełkach (typu ,,nagrywanie'' w magnetowidzie, ,,wyłącz'' na panelu radia samochodowego czy ,,odpal głowice jądrowe'' na walizeczkach coniektórych prezydentów) jest niejako wpuszczona w interfejs -- nie wystaje, a trzeba wciskać do środka. Taka konstrukcja bardzo utrudnia przypadkowe naciśnięcie destrukcyjnego przycisku.
I tu jest problem. Okazuje się bowiem, że mój mózg skutecznie daje się omamić takim metaforom i nowy przycisk jest mi trudniej wcisnąć niż poprzedni. Jakoś nie wychodzi mi nonszalanckie najechanie kursorem i kliknięcie, teraz muszę się do tego przykładać.
Cóż, grafik odwalił po prostu świetną robotę, której ja uległem. Nie ma jednak co się dziwić w świecie, w którym większość ludzi jest przekonania, że ikona na pulpicie jest plikiem!
Ten dzień był jednym z tych samczych dni, kiedy facet musi nacisnąć wszystkie przyciski które widzi, przestawić każdą dźwigienkę, przekręcić każde pokrętło i spróbować każdego zielonego żarcia z lodówki. Akurat miałem otwarte okienko przeglądarki, więc zacząłem wciskać po kolei wszystko, co dało się wcisnąć. I nagle szok! Skrajnie lewy guziczek ani drgnął. Na chwilę zbiło mnie to z tropu, ale spróbowałem jeszcze raz. I jeszcze raz. Przykładając troszkę więcej siły do przycisku na trackballu. Aż wreszcie udało się! Z lekkim zgrzytem guziczek pociemniał, rozjaśnieniem z cieniem zamieniły się miejscami i po niecałych trzech sekundach ujrzałem poprzednio oglądaną stronę.
Jednakże niezwykłość tego wydarzenia zaprzątnęła moją uwagę na dłużej. Jak to się stało, że wcześniej nie zauważyłem ułomności przycisku ,,Wstecz''? Najwyraźniej... nie używałem go od dawna. Ale dlaczego?
Po chwili znałem już winowajcę -- okazała się nim przeglądarka Mozilla Firefox. Odkąd zacząłem jej używać paręnaście miesięcy temu moje nawyki związane z przeglądaniem stron fufufu uległy diametralnej zmianie. I dziwnym trafem mam przez to więcej czasu dla mojej wspaniałej dziewczyny, Moniki.
,,Wstecz'' stał się ofiarą systemu paneli (,,zakładek'', ang. tabs) Firefoksa. Kiedyś moje przeglądanie sieci wyglądało tak: wchodzę na stronę z zajawkami newsów. Czytam, czytam, o!, ten jest ciekawy. Klik. Odrobinka oczekiwania na załadowanie całości strony. Jest -- czytam całość. Skończyłem. Klikam ,,Wstecz'', czekam parę sekund na wyrenderowanie strony. Szukam miejsca gdzie skończyłem przeglądać zajawki. Czytam, czytam, jakiś ciekawy, klik. Parę sekund tu, parę tam i nagle minęła godzina.
Z Firefoksem jest inaczej. Zaczyna się tak podobnie -- wejście na stronę, szukanie czegoś ciekawego wśród skrótowców, znalezienie. I znowu Klik. Ale inny. Środkowym klawiszem. Strona z pełną treścią zamiast zastąpić to co mam przed oczami, otwiera się obok (a raczej z tyłu), w nowym panelu. A ja? Zamiast czekać aż się pojawi, dalej przeglądam zajawki. Kolejny ciekawy? Klik środkowym klawiszem i czytamy dalej. Z boku pojawia się nowy panel.
Skończywszy główną stronę naciskam Ctrl-W, panel z nią znika, przed oczami pojawia mi się natomiast ten, w którym załadował się już pierwszy z ciekawszych newsów. Od razu mogę przejść do czytania. Skończyłem, Ctrl+W, już następny na mnie czeka.
Ten sam mechanizm jest niesamowicie przydatny przy oglądaniu serii obrazków czy przeglądaniu wyników z wyszukiwarki internetowej.
Z czasu przeglądania zostało praktycznie wyeliminowane oczekiwanie na załadowanie się strony i czas potrzebny na jej wyświetlenie. Została sama esencja Sieci Web. Niestety, biedny ,,Wstecz'' zaczął się zacinać, pewnie chcąc w ten sposób wyraz swojego niezadowolenia z braku zainteresowania jego funkcjonalnością.
Ale to nie wszystko co zostało wbudowane w Firefoksa celem zaoszczędzenia mojego czasu. Przeglądarka ta uwolniła mnie od codziennego wielokrotnego wchodzenia na serię stron w poszukiwaniu nowych artykułów. Dzięki RSS informacje o świeżej zawartości moich ulubionych stron są odległe zaledwie o jedno kliknięcie. Nie muszę nawet wchodzić na żaden z serwisów. Jest to co prawda technologia skazana na wymarcie, ale póki co jest jeszcze użyteczna.
Wydaje mi się, że niedługo z oblicza mojej przeglądarki przycisk ,,Wstecz'' zniknie ostatecznie.
Zainspirowany wpisem w blogu Davyda Madeleya postanowiłem trochę poprawić jego programik do losowej zmiany tła w GNOME. Pół godziny zabawy i oto jest - backchanger.cs. Po uruchomieniu losowo wybiera jedną ze zdefiniowanych w GNOME tapet (włącznie z gradientami i opcjami) i zmienia wpisy w GConfie. Trywialne. Dla spragnionych wersja skompilowana.
Imprezę uświetniła wystawa prac młodych artystów z gdańskiej ASP inspirowanych wizytą w serwerowni TASKu.(źródło)
Nie mam pytań :-D