Szef kuchni poleca: Beefy Miracle t-shirts O mnie Planeta !apcoh Social
Szef kuchni poleca: Beefy Miracle t-shirts O mnie Planeta !apcoh Social
Zainspirowany wpisem w blogu Davyda Madeleya postanowiłem trochę poprawić jego programik do losowej zmiany tła w GNOME. Pół godziny zabawy i oto jest - backchanger.cs. Po uruchomieniu losowo wybiera jedną ze zdefiniowanych w GNOME tapet (włącznie z gradientami i opcjami) i zmienia wpisy w GConfie. Trywialne. Dla spragnionych wersja skompilowana.
Imprezę uświetniła wystawa prac młodych artystów z gdańskiej ASP inspirowanych wizytą w serwerowni TASKu.(źródło)
Nie mam pytań :-D
Tak, tak. Rzeczywistość zostanie rzeczywistością, nawet wtedy kiedy na maksa przestaniesz w nią wierzyć. /* repeat x 4 */ Rzeczywistość! Sprawia, że wiesz, że oddychasz, że stoisz na ziemi, podeszwą chodnika dotykasz. Czasem znikasz. Ale zawsze powracasz. To rzeczywistość mówi Ci, że nielekko w naszych czasach. Tak to ona, znienawidzona ona, ona. Zawsze powraca dagra digirak upalona. Nawet wtedy, kiedy śpisz, ona jest przy Tobie. Stój, nie uciekaj, daruj sobie. Kiedy idziesz miastem w upalny dzień, Już wiesz - rzeczywistością jest Twój cień. Rzeczywistością jest cień Twojego przeciwnika Co nie wnika w to, że ona wciąż go dotyka. Znowu znika, zawinięta w bibułkę, pośliniona, zaklejona i zjarana na spółkę. Zaczarowana, ale ciągle tu jest. To też jak widzisz taki, taki miała gest. I znowu, spychana na, na margines powraca w wielkim stylu Twoim życiem obraca. Rzeczywistość, swoją świadomością, niezgody kością, staje się trzeźwością. Bo wiesz, słońce z deszczem wywołuje tęczę. /* repeat */ Bo wiesz (Refren). Cały czas poszukujesz, zimny okład proszę. Regularnie testuję digra tłoku - nie znoszę. Zbieram grosze i oddycham zatrutym powietrzem. Co jeszcze? Bogusia Flina jest leszczem. Ha! Czasem jestem w sesji upalony, im więcej tym lepiej. Zazadigra zadowolony z lekcji wuefu efu dygidygiwi zwolniony na zawsze. Nocne życie miasta, problemy wychowawcze. Na ławce szkolnej wydrapane czasy nie, nie zapomnianie. Skurwiele z dziennikami, centralnie przejebane. Chcieli chcieli, byście mieli we łbach ostro najebane. Lecz wygrały, wygrały nasze głowy ujarane. A może to była siła naszej muzyki. Nigdy nigdy nie zapomnę digra od sibi techniki. Bardzo lubię jak jest fajnie, sytuacje skrajne, te akta nie są tajne. A nigdy nigdy nie próbuj. Nigdy nie udawaj. (Refren). /* zwrotka 1 */
Słowa: Electric Rudeboyz, płyta ,,Kolejny krok'';
Przepisał: (jid) zdzichuBG//chrome.pl;
Proszę o wszelkie korekty i poprawki.
You found FIXME? Znaleźliście coś? Yeah, the Sun. Słońce. It's beautiful. Jest piękne. /* repeat */
Słowa: Electric Rudeboyz, płyta ,,Kolejny krok'';
Przepisał: (jid) zdzichuBG//chrome.pl;
Proszę o wszelkie korekty i poprawki.
Refren:
Kiedy patrzę na Ciebie mówisz ,,Nie ma lekko''.
Nie ma lekko, załatwiasz to ucieczką.
/* repeat */
Bo w tym temacie nigdy, nigdy nie ma lekko.
Dzień dobry, już rano przed lustrem mówisz: ,,Siemano''.
Na twarzy nic, a w głowie znowu Las Vegas Parano.
Wszystko jest w porządku, jest centralnie w porządku.
Centymetr powyżej granicy zdrowego rozsądku.
Bardzo w głowie jest pusto i w kieszeni dziura.
Zapruć się w mus, a maksymalnie wali rura.
Choć przez chwilę trzymać ręce w pustych kieszeniach.
Tak by tam, tak by nikt nie zauważył ich drżenia.
Flashback!
Stan upojenia, stan kolejny - do widzenia.
Zanik funkcji kojarzenia, impreza bez zaproszenia.
Tego chyba nie było w planie w królestwie odurzenia,
chwila euforii przypłacona chwilą bólu i cierpienia.
(Refren).
Popatrz na tego kolesia co podnosi się z podłogi,
Dla niego za wysokie okazały się najniższe progi.
Nałogi utrzymać trzeba. W domu nie wytłumaczyli mu,
że kasa nie spada z nieba.
Albo popatrz na tego, co przez śnieżną dolinę kroczy.
Jedynie widać z daleka jego wytrzeszczone oczy.
Soczyste steki bzdur i pianę z ust toczy.
Śnieg go zaskoczył, miał plany i umoczył.
Popatrz popatrz tylko na tamtych gości.
Dziś już dla nich życie nie zna litości.
To co było ostro stromo w codziennej szarości.
I stało się głodną kolejną zmorą codzienności.
(Refren).
To ten koleś co codziennie biega po mieście szukając fazy,
Nie pamiętam, chyba pytał mnie o to dwa tysiące razy.
Non stop w ciągu ze wszystkim, nieprzytomny do oporu.
Choć w chorej głowie bajka to twarz ma jak z horroru.
Wszystko na raz, żeby przez chwilę było normalnie.
Nic już sobie nie próbuję wytłumaczyć racjonalnie.
Banda ludzi złych chce mu pokrzyżować szyki.
Długi i kolejne głowy stawiają na nim krzyżyki.
Nie mów nic, bo nie ma to najmniejszego znaczenia.
Nie mów, nie mów, bo nie ma tu nic do powiedzenia.
Chcę za to spojrzeć z innej strony.
No dobra, sorry, nie mogę, rozmazuje mi się obraz.
(Refren).
Słowa: Electric Rudeboyz, płyta ,,Kolejny krok'';
Przepisał: (jid) zdzichuBG//chrome.pl;
Proszę o wszelkie korekty i poprawki.
Nie, niestety nie umarł, chociaż tego mu życzę. Bo RSS jest w XXI po prostu nie do przyjęcia. Jest oparty na makabrycznie złym założeniu -- jest techniką typu ,,pull''. Trzeba samemu się pofatygować na serwer, ściągnąć plik, porównać co jest nowe, wyświetlić. I trzeba to robić w miarę często, żeby być na bieżąco. Wyobraźmy sobie teraz popularny serwis, z którego tysiące napaleńców co 15 minut ściągają plik. A ludzie nie potrafią wykorzystać możliwości HTTP. Ilość zmarnowanego pasma skacze astronomicznie. Do tego niektórzy podrzynają sobie żyły umieszczając w feedzie całą zawartość strony, zamiast samych zajawek.
Co zamiast? Publish Subscribe, w skrócie PubSub. Push. Zalety?
Ba, w notkach PubSubowych możemy przechowywać informacje w formacie RDF. Zmiana czytników RSS jest więc minimalna. Zamiast co parę minut ściągać po HTTP, łączymy się z jakims jabber-serwerem i czekamy na informacje. W najprostszej wersji nawet nie musimy nic ściągać, bo rekordy RDFowe same przychodzą. Fragmenty kodu dokonujące interpretacji i wyświetlanie nie muszą być zmieniane.
Na razie planuję przekonać do tej wizji Mikaela Hallendala, człowieka stojącego za Gossipem (Jabber) i Blam!'em (RSS). Potem zacznę pisać moduły PubSubowe dla moich ulubionych serwisów.
Aha, ATOM też umarł w świetle powyższej notki.
Update: Mikael nt. integracji odpowiedział krótko:
_phantom_ poprosił mnie ostatnio o wyrażenie opinii o poniższym ,,ostrzeżeniu'' wystosowanym przez Microsoft:
--ciach-z-ln.pl--
Mono 1.0.4
Firma Novell wydała stabilną wersję platformy Mono oznaczoną numerem
1.0.4 oraz wersję rozwojową o numerze 1.1.2. Jednocześnie
przedstawiciele Microsoftu oświadczyli, że nie zamierzają wspierać w
żaden sposób projektu, a jako że firma nie udzieliła żadnej licencji na
wykorzystanie platformu .NET ani Novell-owi ani firmie Ximian uznaje
Mono jako próbę nielegalnego odtworzenia swojej platformy. Jest to
równoznaczne z ostrzeżeniem dla programistów przed stosowaniem jej w
poważnych komercyjnych zastosowaniach.
--ciach--
Czy jest się czym przejmować? Moim zdaniem -- nie.
Microsoft dba o swoją markę. Jest to sprawa oczywista, każda firma tak robi.
W przypadku MS potrafi to przybierać formy wymuszania sposobu w jaki się wysławiamy --
wg. official naming guidelines
nie wolno w artykule, eseju czy rozmowie
użyć wyrażenia ,,Windows'', ,,Windowsy'' czy ,,Okienka'' na określenie platformy
bądź systemu operacyjnego autorstwa MS. Jedynym prawidłowym określeniem jest pełna
nazwa, tj. ,,System Operacyjmy Microsoft Windows'' z odpowiednio dużą ilością
znaczków ® pomiędzy wyrazami.
Abstrahując od tych wysiłków, nie należy zapominać, że .NET jest oczkiem w głowie Microsoftu. I jako platforma na której ma działać wszelkie oprogramowanie -- musi być absolutnie bez zarzutu. Nie dziwi więc odcięcie się MS od Mono, które jest całkowicie poza jego kontrolą. Korporacja z Redmond nie może więc w żaden sposób zapewnić bezbłędnego i stabilnego działania nie swojego produktu. A taki projekt ,,podszywający'' się pod .NET może zagrozić ,,marce'' Microsoftu.
Sytuacja tutaj podobna jest do Sunowskiej Javy, jedyna różnica jest taka, że Sun certyfikuje maszyny wirtualne pochodzące z innych źródeł. Gdyby MS nie dążył do całkowitej dominacji na rynku, to pewnie również wprowadziłby tak± certyfikację dla innych, mając możliwość a) zgarnięcia taczki $$$ za każdy certyfikat; b) nie wydania certyfikatu projektom wykazującym najdrobniejsze odchylenie, a tym samym szkodzące wizerunkowi platformy .NET.
Ostrzeżenie więc jest jedynie sposobem na powiedzenie ,,to nie jest .NET jaki promujemy, nie możemy dawać na niego żadnych gwarancji'' w stosunku do Mono czy też dotGNU.
Co do rzekomej nielegalności -- nie widzę problemu. Reverse engineering dla zachowania kompatybilności dozwolony jest nawet w USA, a Mono z reverse engineeringiem nie ma nic wspólnego. Jest jedynie implementacją standardów ECMA 334 i ECMA 335 oraz odtworzeniem działania funkcji na podstawie dokumentacji. Dwadzieścia lat temu robił to Stallman, w zeszłym wieku zaczęło to robić Wine, zrobiło to GNU w stosunku do Javy i nikt nie może tego zabronić, bo nie jest to nielegalne. To nie jest dekompilacja. Nawiasem mówiąc, w książce, z której ostatnio się uczyłem, w rozdziale o dekompilacji jest tłustym drukiem i w ramce napisane, że jeśli kiedykolwiek zdisasemblujesz choć kawałek Microsoftowego .NETu -- możesz na zawsze pożegnać się z wprowadzaniem choćby najmniejszych zmian w Mono. Projekt Ximiana/Novella jest całkowicie ,,clean room implementation''.
Pozostając w temacie -- niedawno minął rok od kiedy zapisałem się do lokalnej Grupy Marketingowej^Werrm, Grupy .NET na mojej uczelni. Chociaż uczelnia akurat ma w to zerowy wkład i nie powinna być tu wymieniana, bo jeszcze ktoś pomyśli, że to jej zasługa.
No więc minął rok a ja dopiero teraz wymyśliłem program, który byłby mi potrzebny i który mógłbym napisać na .NET. Złożyła się na to między innymi moja przeprowadzka i konieczność jeżdżenia na zajęcia komunikacją miejską, do tego z przesiadką. Mając do dyspozycji parę tramwajów i dwa razy tyle autobusów, które wcale tak często nie jeżdż±, wielokrotnie muszę decydować -- czy poczekać na kolejny tramwaj, czy przejść parędziesiąt metrów na przystanek autobusowy. Rozkłady jazdy moge sobie podrukować, ale co to za przyjemność przeglądać kilka kartek, pamiętać poszczególne godziny odjazdów i szukać tego, co najwcześniej?
I tu właśnie pojawia się zadania dla komputera -- skoro ,,elektrotechniczne maszyny obliczeniowe'' lubuj± się w numerkach i cyferkach, to niech one przeglądają te rozkłady i informują mnie o wynikach. I to właśnie robi mój prościutki program:
![[Odjazdy autobusow by zdzichu]](http://mieszkancy.ds.pg.gda.pl/~zdzichu/simpleui.png)
Zrobienie całości nie zajęło nawet jednej nocy. Zanim pojawi się na stronie Grupy, muszę
jeszcze nad nim posiedzieć. Najważniejsze, to skompletowanie wszystkich rozkładów jazdy,
na razie jak widać mam ledwo trzy przystanki dla dwóch linii w bazie. Po drugie, muszę
zrobić interfejs w ASP.NET do obsługi via WWW, ale to dużo czasu nie zajmie. Bardziej
złożone będzie zrobienie UI w Windows.Forms, bo biedni windziarze nie maj± GTK# w standardzie.
Mono ma w roadmapie implementację W.F zaplanowaną na Q4/2004
, czyli
niby-teraz-ale-jeszcze-nie. Więc GUI będzie musiało poczekać. Za to muszę przerobić
backend, żeby poza PostgreSQL umiał porozumieć się jeszcze z innyi bazami (głównie
MS SQL Server, ale również fajnie byłoby czerpać z pliku Accessowego -- .mdb).
No i muszę znaleźc kogoś, kto sprezentuje mi palmtopa na którym da się uruchomić
portable.NET, żeby program zaczął spełniać swoją funkcję
asystenta. ;-)
Niedawno dokonałem odkrycia, na które inni wpadli pewnie cztery lata temu. Microsoft, dzięki pracy deweloperów Mono i dotGNU, dał środowisku Open Source/Free Software wspaniały prezent. W tej chwili jedynym argumentem przemawiającym zdecydowanie za platformą Windows we wszelkich porównaniach za i przeciw jest dostępność większej ilości specjalizowanego oprogramowania na Win. W pozostałych kwestiach wszystkie współczesne środowiska są porównywalne, ale to Windows ma wszelkie Photoshopy, 3D Studia, czy inne programy niedostępne nawet na Macintosha.
A teraz sytuacja się zmienia. Microsoft w .NET widzi przyszłość, będzie więc lobbował ISV do pisania programów na .NET. I ci ISV szybciej czy póĽniej dadzą się przekonać. Zwłaszcza, że w takim C# pisze się naprawdę przyjemnie (to mówiłem ja, programista C i asmowy, nie lubiący C++, niespecjalnie lubiący Javę, dla którego programowanie obiektowe jest nie do końca naturalne). I w momencie pojawienia się Photoshopa 9 czy 10 napisanego na .NET okaże się, że ten sam program, te same ,,windowsowe'' binarki bezproblemowo i tak samo działa na Mac OS X, Linuksach, *BSD i innych systemach -- ostatni argument upadnie. To samo oprogramowanie będzie dostępne na wszystkie platformy. ISV tworząc jeden program niejako automatycznie dostaną produkt na wiele platform. A przy wyborze systemu operacyjnego dla pozostaną tylko argumenty merytoryczne. Paradise. Enter here..
A katalizatorem do dokonania tego ,,odkrycia'' przeze mnie był ten wpis. Autor NPlot'a pewnie nawet w najdzikszych snach nie przypuszczał, że po jego ,,windowsowski'' program sięgnie użytkownik Linuksa szukający softu do rysowania wykresów. I uruchomi go niemal ,,z marszu''.
Właśnie przejrzałem cały Jogger Jarka, szukając artykułu na jelonsoftłer, na który kiedyś nie miałem czasu. Coś o usability. Niestety, wśród niebieskich linków nie znalazłem. A na JoS tekstu jest tyle, że nie potrafię zlokalizować tego właściwego. Może mi ktoś podpowie co to było, zanim zapuszczę wgeta i przegrepuje wynika pod kątem ,,joelonsoftware''?
Gdzieś za Wielką Wodą jest kraj, dość dziwny, ale żyje w nim wielu ze słynnych hackerów. Pod moją nieobecność kilka dni temu przybyła z tegoż kraju przesyłka, adresowana do mnie nawet.
![Nadawca [fotka1]](http://mieszkancy.ds.pg.gda.pl/~zdzichu/mono.dn.1a.png)
Hmm. Cóż takiego mógłby wysłać mi Novell? I dlaczego?
![Szczegóły dostarczenia [zrzucik]](http://mieszkancy.ds.pg.gda.pl/~zdzichu/mono.dn.5a.png)
Otóż była to książka. Nie byle jaka, bo niedawno wydana pozycja pod nazwą Mono: A Developer's Notebook. Traktująca o projekcie Mono, jak wynika z tytułu. W bardzo przystępny sposób wciąga w świat OpenSourcowego dotNetu.
![Zawartość [fotka4]](http://mieszkancy.ds.pg.gda.pl/~zdzichu/mono.dn.4a.png)
Książkę wysłał mi też nie byle kto, bo sam Nat Friedman. Świetny hacker, który dzięki uporowi i zdolnościom jest dzisiaj zatrudniony przez Novella. I dzięki temu może na koszt firmy pomagać biednym programistom jak ja ;-).
![Wewnątrz [fotka3]](http://mieszkancy.ds.pg.gda.pl/~zdzichu/mono.dn.3a.png)
Co prawda nie do końca wywiązał się z obietnicy (brakuje autografów Jego i Miguela de Icaza), ale i tak jestem mu bardzo wdzięczny, że książka warta 24,95 zielonych skórek bobrowych przeleciała pół świata i trafiła do mnie całkowicie na koszt Firmy Na N. Gdyby wszyscy wielcy hackerzy byli tacy, świat byłby lepszy.
Wskazówki dla pedofili. Dlatego od dziewięciu lat z przyjemnością czytam felietony tego Pana.
Dlatego też mój wydział obsysa, bo biblioteka zrezygnowała z prenumeraty Computerworlda, w którym jego felietony się ukazują.