Szef kuchni poleca: Beefy Miracle t-shirts O mnie Planeta !apcoh Social
Szef kuchni poleca: Beefy Miracle t-shirts O mnie Planeta !apcoh Social
Reklamy dostępu do internetu przez sieć komórkową wskazują na możliwość testowania przez kilka dni. Można sprawdzić w warunkach bojowych jak z zasięgiem i parametrami transmisji w interesujących nasz obszarach. Jak to wygląda w rzeczywistości?
Jako pierwszy, Plus. Możliwości testu jak najbardziej są. Koszt? Aktywacja ok. 50 zł, następnie za każdy dzień testu 3 zł. Czyli tydzień upewniania się to ponad 70 zł. O koszt modemu nie pytaliśmy. Dziękuję, wezmę ulotkę i się zastanowię.
Obok jest Era. Niestety, zestaw testowy ktoś wypożyczył właśnie. Kiedy będzie? Nie wiadomo. A koszt upewnienia sie przez 7 dni? Jakies 50÷100 zł, obsługującej trudno było sprecyzować.
Może Play zaskoczy ofertą? No zobaczmy. Jest możliwość odstąpienia od umowy w ciągu 7 dni. Koszty, które trzeba ponieść: modem (1 zł) i aktywacja karty (9 zł). Huh.
Do Orange już nie poszliśmy :)
Okres testowy był bardzo pomocny. Dzięki wytężonej pracy deweloperów z łącznością komórkową na freeniksach nie ma problemu od dłuższego czasu. Modem Hujwie e160 zarówno na Ubuntu 9.04 jak i Fedorze 11 działał bez problemu. Jednak nawet świecąc diodką na turkusowo, co oznacza HSDPA, zawiódł oczekiwania. Opóźnienia oscylowały wokół pół sekundy, uniemożliwiając wygodne korzystanie z Internetu:
8 packets transmitted, 7 received, 12% packet loss, time 7000ms
rtt min/avg/max/mdev = 364.350/441.689/506.743/48.119 ms
A do najbliższej stacji bazowej jest niecałe pół kilometra. W innym punkcie trójmiasta, w innych porach dnia sytuacja analogiczna. Sprawdzić z innymi operatorami nie udało się, modem ma najwyraźniej SIM-Lock i nie ,,łapie zasięgu'' z innymi kartami SIM. Odstąpienie od umowy i zwrot urządzenia trwało 10 minut.
Dzisiaj Radio Z Końca Alfabetu w wiadomościach o 10 podało mniej więcej takiego newsa:
21-letni informatyk Christopher Poole został wybrany przez tygodnik Time najbardziej wpływowym człowiekiem 2008 roku. Pool jest założycielem portalu 4chan, odwiedzannego dziennie przez 13 milionów osób.(wyróżnienie moje)
Śmiać mi się chciało z powtarzania przez duże polskie radio takich farmazonów. ,,Time'' nie wybrał, tylko przygotował ankietę. Wyboru dokonał internet, a dokładniej… sam 4chan.
Radiowi newsmenom zabrakło rzutu okiem na stronę w Wikipedii.
A nie trzeba daleko szukać, żeby znaleźć dokładny
opis manipulacji ankiety internetowej. Ale po co się wglębiać w temat,
lepiej powtórzyć, że ,,Time'' ,,wybrał'' i pokierować ludzi na
/b/. Marblecake also
the game…
Im mniej tranzystorów, tym układ scalony tańszy. Im mniej elementów, tym koszt urządzenia niższy. Dlatego nowy sprzęt nie ma kawałka EEPROMU na firmware, tylko jest on ładowany przez sterownik. Dlatego też karty dźwiękowe potrafią coraz mniej, chociaż uzytkownik tego nie zauważa.
Pierwsze kosztem oszczędności padło miksowanie strumieni dźwięku
z róźnych źródeł. Karty dźwiękowe zaczęły obsługiwać tylko pojedynczy
strumień, a łączenie wiele w jeden pozostawiono systemowi operacyjnemu.
ALSA dorobiła się więc wtyczki dmix, a CPU x86
rozszerzeń SSE, które właśnie do miksowania dźwięku idealnie sie nadają.
I do resamplingu, bo zazwyczaj obsługiwana jest tylko jedna częstotliwość
próbkowania (48 kHz) i tylko jeden format próbek (S32LE).
Następnie zniknął regulowany wzmacniacz wyjściowy. Teraz głośność reguluje się w domenie cyfrowej, wyciszając odgrywane dźwięki. Ponownie przydają się instrukcje SSE — do mnożenia próbek. Producenci sprzętu nadrabiają utratę jakości zwiększeniem zakresu przetwarzania do 24 bitów.
Idąc dalej, po co robić układ potrafiący odtwarzać wielokanałowe próbki dźwięku?
Łatwiej i taniej umieścić w scalaku 3 dwukanałowe i programowo łączyć je w 5.1.
Również wyciszenie wbudowanych głośników przy podłączaniu słuchawek przestało
być realizowane sprzętowo. Programiści ALSA musieli napisać obsługę
jack sensing i stworzona musiała być logika przełączająca. Nie
zawsze działa, w systemach śledzenia błędów wciąż pojawiają się zgłoszenia
takie jak
Realtek ALC883 speakers don't mute when headphones plugged in
.
Karty dźwiękowe stają się coraz prymitywniejsze, baza quirków w
/lib/alsa/init/ rozrasta się, a developerzy muszą pisać coraz
więcej kodu zastępującego funkcje wycinane ze sprzętu. Ludzie
oczywiście oburzali się, gdy wyszło to na jaw w Windows Vista. Dwa lata
później mało kto o tym pamięta.
Nie przez IBM. Przez Oracle. Whaaaat?
W Oracle pracuje Chris Mason, dostaje kasę m. in. za pisanie btrfs. Oracle jest teraz właścicielem ZFS, mogłoby zmienić licencję na GPL i połączyć ze swoim systemem plików¹. Zmiana licencji nie podobała by się wielu osobom, ale Sun przed przyjęciem od nich kodu wymagał podpisania cyrografu.
Wizja ciekawa, ale uważam, że tak się nie stanie.
¹ i technicznie niemal niewykonalne
Bardzo denerwująca sytuacja miała miejsce przedwczoraj. Otóż udaliśmy się z Asią do teatru i przywitała nas cisza. Kilka innych osób również starało się dostać na spektakl. Jednak został on odwołany, z powodu ogłoszonej żałoby! W kasie zaproponowano zwrot za bilety lub zmianę na inną sztukę. Chcieliśmy zobaczyć ,,Szefa wszystkich szefów'', ale na najbliższe terminy nie ma już miejsc, w przyszłym miesiącu nie grają, a potem to nie wiadomo.
A tymczasowem, jak słusznie zauważył Piotr, w czasie świąt na drogach zginęło o połowę więcej osób. I żałoby z tego powodu nie ma.
Plan pisania jednej notki na tydzień czasami wymaga ,,wypełniacza''. Zwłaszcza, jak nic sie nie dzieje, a słońce w Portsmouth zachęca bardziej do picia piwa na plaży, niż siedzenia przy komputerze. Krótko więc.
W tym roku, jak jeszcze nigdy dotąd, są premiery kilku filmów, które chcę obejrzeć w kinie. Są produkcje, które po prostu rzucają na kolana oprawą wizualną. A do tego potrzebny jest duży ekran.
Widziałem już Watchmen
i byłem pod wrażeniem. W tym
roku będę jeszcze cieszyć oczy następującymi pozycjami:
Wśród nowości w Fedorze 11 (dzisiaj beta),
w dziale zarządzania
energią ukryto informację o tuned. Jest
to demon (kolejny…) któremu postawiono za cel dopasowanie ustawień
oszczędności energii w Linuksie do bieżącego wykorzystania komputera.
Programik jest centralą zbierającą informacje z wtyczek monitorujących
(intensywność wykorzystania dysków, sieci, kart dźwiękowych, pamięci)
i podejmującą decyzję o wprowadzeniu tuningów.
Zadanie ambitne, w tej chwili jednak większość pomysłów siedzi
jeszcze w głowie dewelopera. Obecnie tuned ma tylko
jedną wtyczkę zmieniającą ustawienia dysku. Monitorujących jest 100%
więcej — ilość danych wymieniona z dyskiem i przez sieć. Jest to
jednocześnie rzadki przykład pakietu oprogramowania open source, w którym
objętosć dokumentacji stanowczo przewyższa objętość kodu programu.
Osobiście widzę tu pewną duplikację możliwości dawanych przez interfejs Power Management Quality of Service jądra Linux. Po szerszy opis odsyłam do slajdów z Embedded Linux Conference 2008. W skrócie: aplikacje informują jądro o wymaganiach dotyczących opóźnień. Na podstawie tych informacji Linux może wybrać najniższy stan zasilania urządzeń, spełniający wymagania programów. Urządzenie wyłączone prądu nie bierze, bateria starcza na dłużej, lasy tropikalne są ocalone, /* ekologiczne pierdu pierdu */.
Zazwyczaj im niższy stopień zasilania, tym wolniejsza reakcja bądź czas ,,wybudzenia'' urządzenia. Przykład ze slajdów: przeglądarka WWW może określić swoje tolerowane opóźnienie na 2 sekundy. W takim wypadku jądro może uśpić interfejs sieciowy i budzić go co dwie sekundy (w uproszczeniu) na krótką chwilę potrzebną do odebrania danych. Komunikator żądając opóźnienia nie większego niż ½ sekundy wymusi czterokrotnie częstsze budzenie interfejsu. Gra sieciowa, potrzebująca zerowych opóźnień, wyłączy mechanizmy oszczędzania energii karty sieciowej.
PM QoS są już obecne w jądrze:
% ls /dev/*latency*
/dev/cpu_dma_latency /dev/network_latency
(i network_throughput do kompletu)
oraz dostępne dla użytkowników przez
interfejs DeviceKit-power.
Opóźnienie wydania bety spowodowało wzrost mojej niecierpliwości i przyspieszenie decyzji o przejściu na Fedorę 11. Trochę niepewnie — przepisanie zarządzania pamięcią masową w instalatorze pociągnęło za sobą pewną ilość błędów. Do aktualizacji podszedłem więc z backupem i planem.
Cały proces przebiegł następująco:
/var/cache/yum/preupgrade na laptopie, bo
po co ściągać dwa razy; obrazy z /boot/upgrade/ też warto wziąćfstab.
Hmm. A-ha, zakomentowałem wpisy dotyczące NFSów i poszło dalej,
rzucając wyjątkiem w instalatorze na sam koniec. Ale system się zaktualizował.
Jak działa preupgrade? W zasadzie podobnie do opcji upgrade,
którą można wybrać w instalatorze uruchomionym z płyty. PE odpalone na
działacej instalacji Fedory sprawdza jakie pakiety są do instalacji
i pobiera je z sieci, umieszczając w /var/cache.
Pobrany zostaje również obraz instalatora, który trafia do /boot.
Jest dość duży, więc warto mieć około 200 MiB wolnego miejsca.
W czasie pobierania można dalej korzystać z komputera i dopiero po zakończeniu
zrestartować system. W menu grub pojawia się
nowa pozycja Upgrade to ...
. Jak można się domyślić, jej wybranie skutkuje
uruchomieniem instalatora i aktualizację uprzednio pobranymi na dysk pakietami.
Wszystko dlatego, że deweloperzy Fedory nie uznają aktualizacji na
żywym systemie, przy okazji rzucając hasła o większych możliwościach
migracji (LVM→LVM2, ext3→ext4→btrfs, itp.).
Proces aktualizacji zajął u mnie około 2h, nie licząc ściągania paczek z sieci. Przy okazji okazało się, że domyślna instalacja Fedory 10 zawiera trochę ponad 1024 pakiety. Po pół roku używania, w mojej instalacji do aktualizacji było ponad 1600 pakietów.
Przy okazji Test
Day for Intel Graphics ściągnąłem livecd z Fedora rawhide, które za kilka
tygodni zostanie wydane jako Fedora 11 Leonidas. Już teraz robi bardzo dobre
wrażenie. Sterownik intela chyba w końcu został wyleczony z
paskudnego błędu, który praktycznie uniemożliwiał działanie z Compizem.
Mi się przynajmniej nie zawiesił w ciągu pół godziny katowania Compizem,
Quake 3 Arena i obracaniem kostki z działającymi aplikacjami OpenGL (DRI2!).
Poza tym ponownie działa Kernel Modesetting i zmiana wielkości
bufora w locie (nie trzeba więcej kombinować z parametrami Virtual
w konfiguracji Xorg).
W oczy (uszy?) rzuca się również nowe PulseAudio, z wyborem profili kart dźwiękowych. Przełączenie odtwarzania z analogowego gniazdka na SPDIF to teraz kwestia kilku kliknięć. Podobnie zmiany stereo/4.0/5.1/7.1/HSP/A2DP. Domyślnie ładowany jest moduł PA wstrzymujący odtwarzanie muzyki, gdy zaczyna dzwonić telefon/aplikacja VoIP. Nie sprawdziłem jak funkcjonują tzw. flat volumes, z opisu wyglądają na dość nieintuicyjny sposób regulacji głośności.
![[Wybór profili w PulseAudio]](http://dżogstaff.pipebreaker.pl/2009.03.25-pavc-profiles.png)
Aplet przełączania użytkowników też jest zmieniony, pojawiły się opcje globalnego ustawiania statusu użytkownika (dostępny/zajęty/itp.) i wyłączania komputera. Wcześniej widziałem podobną organizację chyba w Ubuntu.
Nie sprawdziłem śledzenia programow z wykorzystaniem systemtap.
Format LiveCD przesuwa ściąganie wszystkich potrzebnych plików *debuginfo
daleko poza granicę niewygody. Na pewno jeszcze rzucę okiem, ciekawi mnie
zwłaszcza współpraca z markerami DTrace'owymi osadzonymi w programach.
Z drobiazgów, które zdołałem zauważyć. Applet Bluetooth w końcu ma działające
wsparcie dla rfkill. Dwoma kliknięciami można włączać/wyłączać
adapter BT w laptopie, będę mógł pozbyć się mojego skryptu.
Ficzer szybkiego bootowania jest dla mnie zupełnie niewidoczny. Linuksa
używam w większości na laptopie, a to oznacza mniej więcej
19:09:01 up 44 days, 4:05, 4 users, load average: 0.92, 0.77, 0.48.
Suspend/resume działa od lat, więc bootowanie to bardzo rzadka czynność.
Osoby instalujące system 32-bitowy mają dużą szansę dostać w komplecie jądro x86-64, o ile ich sprzęt wspiera 64-bity. Przetestować też warto przypisywanie fizycznych urządzeń PCI maszynom wirtualnym działającym w KVM. I pewnie ze dwa tuziny innych rzeczy, lista ficzerów w Fedorze 11 jest imponująco długa.
Po krótkiej jeździe próbnej z LiveCD nie mam obaw w związku z aktualizacją mojej F10 do rawhide w okolicach wydania F11 Beta. Czyli w ciagu najbliższych dwóch tygodni. Spodziewam się jedynie pewnego bałaganu z plikami konfiguracyjnymi. RPM podejmuje decyzję, czy plik był zmieniony od czasu instalacji poprzez porównanie hasha pliku z tym, co jest zapisanie w bazie. Ponieważ z F11 nastąpiła wymiana funkcji skrótu z MD5 na SHA256 (ah, te wymagania rządowe), każdy plik zostanie uznany za zmieniony przez użytkownika. Nie jest to krytyczna kwestia i może zostanie jakoś rozwiązana przez deweloperów.
Masz jakiś większy dysk Seagate? Lubisz swoje dane? To sprawdź, czy Twój dysk klasy średniej (Diamond 22), górnej (Barracuda 7200.11) lub near-line (Barracuda ES.2) nie jest nosicielem wadliwego firmware w wersji SD15. Pod Linuksem można to zrobić tak:
Dokładny spis modeli i linki do pobrania wersji SD1A (ponoć działajacej) znajdują się na stronie Supportu Seagate. Aktualizacja polega na nagraniu obrazu płyty, uruchomieniu z niej komputera i wybraniu dysku do uaktualnienia.% cat /sys/block/sda/device/rev SD1A bądź # hdparm -I /dev/sda | grep Firmware Firmware Revision: SD1A
Niedopilnowanie może skończyć się nagłym zniknięciem dysku z listy wykrywanych urządzeń. Na stałe. A dysku niewidocznego nie można już zaktualizować. Ani skopiować z niego danych przed odesłaniem do serwisu.
Seagate pisze o small number
dysków, których to dotyczy. Jednak
do tej pory firma nie udostępniała firmware'u użytkownikom, tylko OEMom. Sam firmware
również nie pojawił się na stronie Seagate od razu, wcześniej była prośba o
kontakt z serwisem. Niektórzy odważni pobierali go ze
stron The Pirate Bay, teraz jednak lepiej
ściągnąć SD1A od producenta.
Widocznie częstość wystepowania usterki przewyższyła koszty serwisowania i
obsługi dziesiątków (tysięcy?) zgłoszeń via strona supportowa.